Czy dusza potrafi boleć?

„Zostań zdobywcą, odkrywcą, podróżnikiem, nie oba­wiaj się własnych marzeń, duch panuje nad ciałem, więc jeśli twój duch coś wymyślił, ciało ma to wykonać. Kiedy duch zechce, nic go nie powstrzyma. Miej tylko odwagę zechcieć, zdecydować się, skoczyć na głęboką wodę, zapragnąć.”

Wojciech Cejrowski Podróżnik

Wielokrotnie wchodziłam tutaj popełnić jakiś wpis, ale ostatecznie wycofywałam się, w obawie o to, że to, co chcę napisać, nie niesie ze sobą żadnej wartości. Że to byłyby zwykłe wypociny, coś na wzór może mądrzenia się, popierania wywodów badaniami i wypowiedziami innych poczytnych osób…

Jednakże ostatnie pół roku miałam okazję doświadczyć stanu zawieszenia między prawdą moją, a czyjąś albo prawdami innych osób. Dlatego postanowiłam napisać coś i nic zarazem. Tak wprost ze środka…

Patrzyłam jak ludzie, którzy na co dzień są dobrymi znajomymi, razem cieszą się, płaczą, wspierają w trudnościach, planują życiowe uroczystości czy święta, potrafią jednocześnie pluć na siebie przez zaciśnięte zęby, w usilnej próbie przesiedlenia swoich opinii do cudzego mózgu. Napotkawszy się z oporem i brakiem akceptacji ich wizji, widziałam jak białka ich oczu stają się czerwone i buzują wewnętrznym ogniem.

Myśląc, że tworzą coś na wzór porozumienia, niosą oświecenie i jedyną prawdziwą prawdę. A tak naprawdę budowali tylko mur. Zaciskali szczęki i pięści. Lepiej mają Ci, co nauczyli się odkręcać kota ogonem albo jak to się mówi, potrafią kogoś przegadać. Tacy prędzej wymuszą, choć zlęknioną i zakłamaną, to jednak jednomyślność…

Pewnego, niekoniecznie pięknego dnia myślałam sobie nad moimi przekonaniami i prawami, według których uważam, że życie się toczy. Okazało się, że większość prawd moich, ogólnych czy prawd wzniosłych ludzi, nie mają tak naprawdę jednej twarzy. Wiecie co mam na myśli?

Prawda nie ma płci, nie ma też konkretnej formy, choć wydawać by się mogło inaczej. Nie ma twarzy. Jest elastyczna jak rozgrzana w palcach modelina. I jednocześnie jak ona pozostaje krucha i delikatna, już po wyrobieniu.

Nie ma jednej wersji postępowania w sposób godny i uczciwy. Nie ma jednego worka, do którego można wrzucać ludzi, segregując ich jak śmieci przed utylizacją. Ja wiem, że to funkcje poznawcze mózgu, które ułatwiają nam życie i nie da się wyjść całkowicie poza schematy. Ale…

Być świadomym uproszczonego kategoryzowania miejsc, ludzi,  rzeczy, wydarzeń to inna para kaloszy. To taka para, która pozwoli przejść wiele kilometrów, wiele dróg, rzek, kałuż, i pozostanie cała.

I kiedy zaczęłam się jeszcze dokładniej przyglądać ludziom i sposobowi ich postępowania, dostrzegłam, że niestety, łatwo ulegają nadanym przez siebie etykietkom, wrzucają innych do jakiegoś wora, zmieniają wobec tej osoby czy osób nastawienie, stają się sędzią często jeszcze na początku, nim dana osoba, da się poznać od strony tego, jakich dokonuje wyborów, czy jak się zachowuje. Często takie utarte schematy generują swoiste zachowanie względem danej persony i wywołują efekt samospełniającej się przepowiedni, gdzie ta osoba, zaczyna być faktycznie taka, albo daje nam odczuć, że wpasowuje się w obszary wora, do którego ją przydzieliliśmy.

A teraz, kiedy jestem taką osobą, która siedzi sobie w danym worze, jest tu dość bezpiecznie i miło, ale ciśnie mnie to szufladkowanie i przyjmowanie ról. Każdy wie jaka jestem, czego się po mnie spodziewać. A jednak… czuję potrzebę wyjść z tego wora. Pojawia się swoisty lęk, który wiąże się może z przekraczaniem tych modnych ostatnimi czasy granic strefy komfortu. Ale co poradzić, jeśli w środku wszystko krzyczy i błaga o zmiany?

I w myśli krąży mi urywek tej dość znanej modlitwy… Panie, daj mi siłę akceptować to , czego zmienić nie mogę, odwagę, by zmieniać to, co mogę zmienić i mądrość, bym potrafił odróżnić jedno od drugiego…

Wolna wola, zdawałoby się, że czyni nas człowiekiem, walczymy o nią, protestujemy i kłócimy się, jednak o ile nam wygodniej, kiedy ewentualne złe skutki podjętych decyzji, możemy zwalić na innych albo na los, bo nie my podjęliśmy decyzję lub może nie pozostawiono nam wyboru. Chciałabym powiedzieć, że wybór zawsze jest. No owszem. Ale czasem jest to decyzja jedynie o wybraniu mniejszego bólu czy cierpienia.

Trzeba niezwykłej dojrzałości i mądrości, by z pełną świadomością przyjąć dar wolnej woli i umieć nim obracać własnymi rękoma. Potrafić zaakceptować skutki i efekty. Pogodzić się. Zmieniać albo zostawić w spokoju. Ewentualnie niszczyć, by potem zbudować nowe…

I pierwszy raz w życiu mam wrażenie, że czuję jak boli mnie dusza. Że mimo rozległej przestrzeni jest mi jakoś ciasno tutaj, wśród ludzi i ich myśli.

I wiem, że tak naprawdę nie ma dokąd uciec, że w ogóle uciec się nie da i nie ma to także sensu na dłuższą metę.

Bezrefleksyjnym dzbanem wyzutym z emocji z dewizą olewania wszystkiego, też nie potrafię się stać. I mam dziwne uczucie, że widzę więcej, a to co widzę, coraz bardziej mnie przytłacza. Jednak nie chcę przestać widzieć, bo nie chcę być na powrót martwą rybą w rękawiczkach z satyny, z rozdziawioną gębą, łykając wszystko co telewizja, media, kościół, rząd, przyjaciele, rodzina czy partner wrzuca mi do japy. Ale to trudne.

Bo zaczynasz odstawać od innych. Od razu przed oczami mam kadr z filmu „Wiecznie żywy”, gdzie dziewczyna chcąc przeżyć udaje  zombie, chodząc jak one, nie budzi ich podejrzeń, mimo, że tak naprawdę zombie nie jest. Ale ile można udawać, nim przeobrazimy się w to, co tak doskonale odgrywamy?

I pierwszy raz tak naprawdę, dobitnie i na wskroś czuję całą sobą, co to znaczy być samotnym w tłumie. I nie przeczę, że myśli na pewno mi się odmienią za jakiś czas, zmienią kolor, drogę czy tor pędu. Bo żaden człowiek nie jest constans. Nie jest linią idealnie odrysowaną od linijki.

Jednak dziś, jak jeszcze nigdy wcześniej, czuję w sobie ambiwalencję, kiedy czytam słowa Ernesta Hemingway’a:

Żaden człowiek nie jest samoistną wyspą:każdy stanowi ułamek kontynentu, część lądu. Jeżeli morze zmyje choćby grudkę ziemi, Europa będzie pomniejszona, tak samo jak gdyby pochłonęło przylądek, włość twoich przyjaciół czy twoją własną. Śmierć każdego człowieka umniejsza mnie, albowiem jestem zespolony z ludzkością. Przeto nigdy nie pytaj, komu bije dzwon: bije on tobie.

Bo o ile owszem, jesteśmy cząstką całości. Nieodzownym piegiem na licu dorodnej truskawki, jednym z wielu trybików, wprawiającym maszynę życia w ruch, to jednak mam wrażenie, że ostatecznie wszyscy stoimy do siebie plecami.

Coraz rzadziej człowiek interesuje się drugim człowiekiem, tylko bardziej intrygują go jego opinie, osądy, rady spłodzone na postawie sumy zdań wielu innych ludzi i dotyczące pośrednio lub bezpośrednio osoby, która pyta. Że nikt już nie docieka tak bardzo, kim jest ten człowiek przede mną, obok mnie, za mną. Czy ma jakieś pasje, marzenia, co go boli, z czym walczy, z czym się mierzy, co ukrywa w środku, w głowie, w sercu? Ile zdań z tych, które wypowiada, są jego własnymi myślami, a które skonsumował z cudzych ust i wypluł w lekko odmienionej formie?

Sama wciąż się tego uczę na nowo… By widzieć człowieka, nie etykietę, którą mu przyklejono lub którą przykleił sobie sam. To naprawdę wymaga wysiłku. Jednak uważam i czuję, że zwyczajnie warto…

Czy więc dusza potraf boleć i czy patrzeć zawsze oznacza widzieć?

Reklamy

3 uwagi do wpisu “Czy dusza potrafi boleć?

  1. Myślę, że w dzisiejszych czasach zachowanie, które opisujesz w tekście jest po prostu najwygodniejsze. W dobie, w której coraz więcej ludzi przeżywa stres, wpada w depresję, nerwicę, zaburzenia neurologiczne, choroby, itp., jedynym dobrym (według większości tych ludzi) kierunkiem jest skupienie się na własnym JA, podczas kiedy nie zdają sobie sprawy jak czasem właśnie odwrócenie się od swojej osoby może mieć dla nich zbawienne skutki. Gdzieś wyczytałam, że ludzie, którzy w swojej pracy pomagają innym, są o wiele szczęśliwsi niż ludzie pracujący w zawodach, które takiej pomocy nie oferują. Chociaż przyznam, że jak myślę o ludziach i o podejściu człowieka do życia, biorąc pod uwagę liczbę ludzi na świecie, ich różnorodność, kulturę, nieszczęsne religie, historie… to sobie tak myślę, jak malusi procent musi być ludzi, którzy mają takie rozważania jak np. my. Problem jest myślę nawet nie dlatego, że ludzie są złośliwi czy samolubni, po prostu nie zastanawiają się specjalnie głęboko nad życiem. Do tego trzeba inteligencji, samoświadomości, wyobraźni, wrażliwości, a jak mało osób dysponuje takim wachlarzem cech…

    Polubione przez 1 osoba

    1. Doskonały komentarz.
      I naprawdę mało czasu na tą autorefleksję. Ale też często to boli, bo trzeba się konfrontować z własnymi ograniczeniami i brakiem racji. Prościej robić cokolwiek innego. To jak pisanie pracy na studia czy maturalnej, jak już trzeba przysiąść ,okazuje się,że jest milion innych spraw do ogarnięcia 😂
      Ja też czytałam,że ludzie skupieni na innych, mniej roztrząsają własne boleści, przez co zwyczajnie są mniej nieszczęśliwi. Może to faktycznie największa prawda i odkrycie ostatnich w sumie lat ( bo nie od tak dawna prowadzą bardziej szczegółowe badania) że kluczem do długowieczności są po prostu… inni ludzie i zaangażowanie się w relacje z nimi.
      Fajna sprawa. Ale coraz trudniejsza się okazuje …

      Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s