Na końcu jednego zawsze jest początek drugiego.

Nie lubię początków i końców. Wolałabym wiecznie dryfować gdzieś pośrodku. Najgorsze w tym konkretnym końcu i początku jest to, że po raz pierwszy w życiu nie mam pojęcia dokąd zmierzam.

Emily Giffin – Coś pożyczonego

Długo mnie tu nie było. Generalnie za sprawą wewnętrznych myśli, które jak natrętne sępy, krążyły mi nad głową, głośno wołając, że wymądrzanie się w internetach to żadna obecnie sztuka i jeszcze ktoś mnie weźmie za nieomyloną. A przecież wraz z doświadczeniem życiowym często przychodzi refleksja i chęć, niekiedy także obowiązek, by zmienić zdanie i zweryfikować poglądy.

Tytuł wpisu ma się odnosić oczywiście do faktu, że wielkimi krokami zbliża się koniec roku 2017, by ustąpić miejsca nowemu, rześkiemu koledze. Który razem z nadzieją niesie także energię i zapał. Czy słomiany, to się okaże później.

Pod powierzchnią tego jakże oczywistego faktu, ukryłam ( a jakże!) również i inny aspekt cyklu odradzania się wraz z nadejściem nowego roku.

Bardziej niż nadzieje i możliwości tworzenia, które przecież codziennie możemy mieć takie same, a które stają się wydatniejsze i bardziej prawdopodobne z magiczną datą 01 stycznia, chciałam podkreślić znaczenie umierania.

Gubienia czegoś, odstępowania od tego, rezygnowania, odpuszczania i żegnania. Chodzi mi o uświadomienie sobie, że życie, czegokolwiek i kogokolwiek by dotyczyło, to pewien cykl. Coś się kończy, w to miejsce zaczyna się często coś innego. Czas, a wraz z nim życie, płynie dalej, sprawiedliwie rozliczając każdego na liczydle swoich długich rzęs. Rzęs przy oczach, które nie mają powiek, bo czas nie mruga. Nie ustaje. Nie ma przerwy.

I cytat zawarty na początku oddaje pełnię tego, co obecnie czuję. Kiedy wydaje Ci się, że wyprasowałeś wszystkie zagniecenia na materiale swej egzystencji, że wygładziłeś wszelkie rysy i załamania, okazuje się, że mimo tych wszystkich zabiegów, nie jesteś zadowolony.

Nie ten kolor, nie ten krój, nie ten rodzaj bawełny. A kiedy na karku czujesz już coraz wyraźniej ciężar lat minionych, które stemplem doświadczeń i dokonanych wyborów, odbiły się w dzienniczku obecności Twojego całego życia, wpadasz w panikę.

W dodatku ten szczególny moment, jakim jest koniec roku, kiedy stawianie siebie pod kreską osiągnięć i porażek aż się prosi o wtłoczenie w excela albo ożywienie tuszem długopisu, często prowokuje do przemyśleń. Im człowiek starszy i odczuwa wyraźniej piętno upływającego czasu, tym głębsze i przenikliwsze te rozważania są.

I niczym upierdliwa muszka lata koło twarzy, tak myśli plączą się po głowie nie dając spokoju: Czy te wybory były dobre? Czy naprawdę tego chcę? Czy podołam? Czy to, co wybrałam, zamierzam robić przez resztę życia?

Czy to w ogóle był mój wybór, czy po prostu popłynęłam z prądem? A co z marzeniami? Co z pasją? Czy już na zawsze ma pozostać w sferze niespełnionych fantazji? Czy bezpieczeństwo, pragmatyzm, pieniądze i satysfakcja z dotychczasowych osiągnięć są ważniejsze niż to, za czym woła wciąż moje serce? Czy na pewno rozum jest tym, którego powinnam bezapelacyjnie słuchać? Ten rozum jest w ogóle czyim głosem? Moim? Czy on wypływa ze mnie, czy jest sumą wszystkich „mądrzejszych” ode mnie głosów skumulowanych przez całe moje życie? Kogo chcę zadowolić, robiąc to, co robię?

I teraz nie wiem, którędy mam iść. Czy macie podobnie? Albo mieliście już taki dylemat? Rzuciliście dotychczasowe życie ( w pewnych aspektach) i zaczęliście robić to, do czego nawoływał Was głos z wewnątrz?

Nie mam pewności, że to się opłaci. Nie mam gwarancji, że będę spełniona i szczęśliwa, a tym bardziej, czy będę mieć wystarczająco środków do życia, dom z pięknym ogrodem, czy będzie mnie stać na wycieczki zagranicę. Nikt mi nie da zapewnienia, że nie opuszczą mnie ludzi, nie obrażą się najbliżsi, że pasja nie przerodzi się z w klątwę, a marzenia w bezbarwne, szare tło znienawidzonej codzienności.

I tak myślę sobie, czym byłoby to życie, gdyby nie fakt, że jeśli mogę i chcę, to zmiana jest w zasięgu ręki. Bez względu na sprzeciwy innych, których to bezpośrednio nie dotyczy. Bez względu na głosy krytyki, gorzkie osądy, ostre i nieprzyjemne komentarze. Może czas zacząć podążać za intuicją.

Czy to głos serca? Nie wiem. Ze wszystkich postanowień, których nigdy nie dotrzymuję, bo wymuszają na mnie perfekcjonizm, który jednak wysysa ze mnie soki życiowe, decyduję, by w tym nadchodzącym roku iść za głosem intuicji. W końcu zaufać sobie. Nie tłumaczyć się nikomu ( komu nie muszę ) z podjętych przeze mnie kroków i działań. Nie obarczać zawistnego losu ani innych ludzi o moje własne klęski, oraz nie przypisywać im moich osobistych osiągnięć. Korzystać z dobrych rad według uznania, ale nie kierować własnym życiem przez pryzmat wartości innych osób.

Wolność wbrew pozorom jest trudną rzeczą. Łatwiej się poruszać w labiryncie nakazów i zakazów, kiedy wydaje się, że można iść w lewo albo w prawo. Dokonać wyboru. Ale po podjęciu decyzji wziąć na siebie odpowiedzialność za te wybory – to już jest sztuka niełatwa do opanowania. Nikt jednak nie przeczy, że nie można się tego nauczyć.

A ja chyba potrzebuję zmian. Rzucam się jak gołąb w klatce, obijając o cienkie druty. Wydaje mi się, że brakuje mi tlenu. Coś w środku dopomina się uwagi, którą wcześniej brutalnie uciszałam ignorancją i zapobiegawczo-praktycznym myśleniem i działaniem. Jeśli nie spróbuję, nie przekonam się. Oczywiście, nie rzucę wszystkiego na hurra, goniąc za szczęściem i marzeniami. To nie zawsze jest mądre posunięcie.

Zamierzam dać sobie czas na wsłuchanie się w głos ze środka. Dać sobie kredyt zaufania. Rozum zepchnąć na drugi tor ( co nie oznacza, że rezygnuję z posługiwania się rozsądkiem). Tym bardziej, że coraz częściej ( obecnie już codziennie) śni mi się, że uciekam.

Uciekam przez lasy, po miastach, przez domy, ruiny, zagraniczne rejony turystyczne, kościoły, cmentarze, nawet przez animowane pola kukurydzy. Uciekam. I kiedy próbuję sobie odpowiedź na pytanie, przed czym wciąż uciekam, nie jestem w stanie znaleźć odpowiedzi. Czyżbym próbowała więc uciec przed moim życiem?

Nie wiem. Możliwe.

Okaże się.

I nie omieszkam Wam o tym napisać.

 

A wszystkim, którzy tutaj zajrzą, a także każdemu innemu człowiekowi z osobna życzę, byście nie gubili swojej drogi sprzed oczu. A jeśli to już się wydarzy, byście umieli swoją ścieżkę na powrót odnaleźć i mieli siły i odwagę ponownie na nią wstąpić. I pracy nad sobą życzę. Cierpliwości. Zrozumienia. Odkrywania siebie. Bo cały wszechświat kryje się w naszych głowach. Należy czerpać z niego, ile tylko jest to w naszych możliwościach. I miłości. Bo jak jest miłość to i o zdrowie się dba i relacje z innymi, i kształcenie, i rozwój, i rodzinę, i pracę, i naukę, i rozrywkę, i relaks, i zabawę, i duszę.

 

 

* zdjęcie przedstawia Wallego, robocika, który pozostał na Ziemi sam, mając na celu ją porządkować i oczyszczać ze śmieci. Tam, gdzie wydawałoby się, że Ziemia umarła i nic już nie narodzi, Walle znajduje roślinę. I tam gdzie było życie, a potem śmierć, na nowo powstaje życie…
Reklamy

9 uwag do wpisu “Na końcu jednego zawsze jest początek drugiego.

    1. Zgadza się. Z tym,że pojawia się taka wewnętrzne gorycz, bo kiedy człowiek chce zmian,to umysł krzyczy : tyle czasu,energii i pieniędzy już poświęciłaś i chcesz wszystko rzucić?
      I zaczyna się myślenie.
      Ale mówią,że to takie czasy. Że zbyt szeroki wybór przygniata ogromem możliwości. Gorzej jak człowiek czuł całe życie,co chce robić ale poszedł za głosem rozsądku, który mu łopatą pchali do głowy najbliżsi.
      😀
      Oczywiście pretensje pozostają potem do samego siebie.
      A czas nie ma przycisku „back” hehe.

      Polubione przez 1 osoba

      1. Życie nauczyło mnie, że poświęcenie to część ludzkiej egzystencji. Nie raz zmieniałem swój kierunek, zostawiałem za sobą edukację, zainteresowania, ale zawsze miałem przed sobą informację, że znam podstawy i do tego tematu zawszę mogę wrócić. Czy to zawodowo, czy tylko dla siebie. 😉

        Polubione przez 1 osoba

      2. >tyle czasu,energii i pieniędzy już poświęciłaś i chcesz wszystko rzucić?
        Ale to przecież nie jest tak, że to wszystko idzie na marne. Wszystkie doświadczenia życiowe w jakiś sposób kształtują naszą osobowość, naszą wiedzę i podejście do życia, pozwalają coś zrozumieć. IMO wszystko jest potrzebne, nawet jeśli te doświadczenia nie wydają się pozytywne – czasem chociażby po to, żeby radość z pozytywów była większa. 😉

        Polubione przez 1 osoba

      3. Nisia,masz rację:) i właśnie do tego doszłam,dlatego z goryczą owszem, przyjmuję pewne straty ale tak jak pisałam- koniec jednego to początek drugiego.
        Choć niekiedy bywa to niełatwe i nieprzyjemne 🙂

        Dziękuję za słowa otuchy 🙂 to bardzo miłe i budujące 🤗

        Polubione przez 1 osoba

  1. Myślę, że powinnaś zadać sobie inne pytania – czy chcesz dalej robić to, co robisz wbrew sobie i poświęcać więcej? Czy jesteś szczęśliwa w chwili obecnej i będziesz szcześliwa, jeśli nic się nie zmieni? Nigdy nie jest za późno na zmianę, pytanie tylko czy chcesz dłużej czekać.
    Zawsze jest jakieś ryzyko i tak jak mówisz – nikt Ci nie zagwarantuje, że wyjdzie dobrze, że uda Ci się osiągnąć swój cel. Ale też uważam, że ryzykować warto, bo dopiero jak spróbujesz, okaże się, ile to wszystko jest dla Ciebie warte. I ten, kto zostanie przy Tobie okaże się dopiero wartościową osobą. Niestety trzeba zaakceptować to, że ludzie się zmieniają i niektórzy odchodzą, chociaż z doświadczenia wiem, że jest to bolesne i wydaje się coraz gorsze za każdym razem.

    Kiedyś sama nie wiedziałam, czego chcę i miałam tendencje do życia dla innych. Ale w pewnym momencie powiedziałam sobie „dość”. I początek był bardzo trudny, głównie dlatego, że nie wiedziałam sama, którędy iść i do czego dążyć. Ale zaczęłam próbować nowych rzeczy, doświadczać życia i po jakimś czasie zaczęłam czuć i zauważać, czego chcę i co sprawia mi radość. Z każdym miesiącem było to coraz łatwiejsze i w pewnym momencie zorientowałam się po prostu, że jestem panem swojego życia. Myślę, że podobnie może być w Twoim przypadku, cokolwiek chcesz osiągnąć. 🙂

    Tobie również wszystkiego dobrego – żeby cel drogi, którą podążysz była coraz bardziej widoczna i nabierała kształtów. I żeby starczyło sił, żeby nią iść, nawet jeśli początek będzie bardzo stromy i kamienisty. 🙂

    PS. Miło się czyta Twojego bloga, dobrze, że wróciłaś. 🙂

    Polubione przez 1 osoba

    1. Dziękuję 🙂
      Szczera prawda. Szczera prawda… sobie życzę właśnie tego co piszesz, wytrwałości i cierpliwości. I poczuć się panem swojego życia:)
      Gratuluję Ci tego,co dokonałaś. I także z całego serca życzę Ci dużo szczęścia, radości i miłości. 💜💛💚💙

      Polubione przez 1 osoba

      1. Dziękuję 🙂 Trzymam kciuki za Ciebie i mam nadzieję, że będziesz dalej pisać na blogu. Zwłaszcza, jeśli sprawia Ci to przyjemność. Nawet jak ktoś sobie pomyśli, że się mądrzysz to już jego sprawa. 😉

        Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s