Refleksje przy kawie # 10 :Nietzsche miał rację? Trochę rozmyślań odnośnie nihilizmu.

„Śmierć nadaje piękno życiu. Tylko sztuczne kwiaty nie umierają.”

Małgorzata Musierowicz  „Nutria i Nerwus”

Po co? Na co? I dla kogo?

Te rzucone w eter, często nie proszące się o odpowiedź pytania, słyszę częściej niż prośba o wytłumaczenie, zawarta w słowie dlaczego. Po co się starać, męczyć, dręczyć, wysilać i poświęcać czas? Na co to wszystko? Dla kogo to robić, szykować, preparować, pielęgnować? Kiedy odpowiesz: zwyczajnie dla siebie, drwiące pufffnięcie leci w Twoją stronę. Wiesz, że nie ma się co gimnastykować. Choć rzucasz koło ratunkowe to i tak albo wypatrują brzytwy albo dryfują na wodzie czekając, aż woda zapełni im płuca. Ale jak to? A no tak. Po prostu wszystkim coraz bardziej wszystko jedno.

Martwica duszy

Wszystko jest na wyciągnięcie ręki. A jeśli chcesz więcej, to także więcej zapierniczasz. Ale w końcu dostajesz to, czego pragniesz. Obracamy się w świecie mocno materialnym, gdzie coraz rzadziej człowiek raduje się bosym lataniem po trawie albo spacerem po lesie. Nie ma na to czasu. Słowo klucz : KONSUMENT. Każdy z nas jest jak mały, pracowity robocik rozsmakowany w godnym życiu, które obecnie oznacza telewizor, im bardziej wielki i płaski, tym lepszy, wycieczki i podróże, najlepiej zagranicę, dobrej jakości ubrania, które jednocześnie odpowiadają obecnym trendom, zadbane ciało i piękną skórę, które wymagają pielęgnacji w salonach, jedzenia bio i karnetów na siłownię. Wszystko w granicach normy ( ? ale kto ją ustala?) jest pod kontrolą. Robocik ma zadbane opakowanie. Może harować, zarabiać i wydawać. A w środku? Pusto. Przejrzyście. I jednocześnie ogromny emocjonalno-poznawczy bałagan. Gaz trujący. Niewidoczny dla oka. Śmiertelny i niebezpieczny. Podawany oparami z ust do ust. Z myśli do słów. Ze słów do cudzych uszu. Wszystko jest dostępne. Może zbyt łatwo? A może właśnie niesamowicie trudno. Jak miganie wygłodzonej małpie w zoo, bananem przed wytrzeszczonymi oczami. W końcu znudzona umrze z głodu, przekonana o nieosiągalności celu, który wabił, nęcił i mącił, szargając nerwy przez całe jej rozemocjonowane życie, przepełnione bólem własnych ograniczeń, cudzej złośliwości i przejmującym brakiem sensu. Gdyby tylko zmieniła punkt widzenia, może ruszyła tyłek… Zobaczyłaby, że w porze karmienia tuż za nią, do ogromnej michy sypią całe pęki bananów.

Zawsze w podróży

Nie da się ukryć, że większość z nas żyje we wspaniałej krainie jutra. Gdzie sylwetka jest idealna, długi uregulowane, konto opiewające na pokaźną sumkę, partner jak z bajki, dzieci zdrowe i zadowolone, praca satysfakcjonująca a seks zawsze uwieńczony orgazmem. Z tym, że szkopuł tkwi w tym, że żadne jutro nie będzie takie jak dziś. I owszem, uważam planowanie za istotne i bardzo ważne w opracowaniu kroków, by dojść do konkretnych, większych celów. Jednakże jeśli nie ma przed oczami nic innego, jak odleglejszy koncept, gdzieś tam na mapie przyszłości, nie widzi się nic, co bliżej nosa, piersi i rąk. Nie czujesz smaku, zapachu, dotyk staje się zbędny, nie zwracasz uwagi na nic, co mogłoby spowolnić Twój nieustający bieg i ogromne skupienie na punkcie w oddali. Trochę to smutne. Nawet bardzo. Łatwo dostrzegalne staje się życie poza sobą. Gdzieś na zewnątrz, gdzieś pośród pięknych wizji skutków swojej pracy bardziej lub mniej ciężkiej, okupionej większymi bądź mniejszymi poświęceniami. Kalkulacje, tabelki za i przeciw, surowe podsumowania, nakładanie pętli ograniczeń, zakuwanie się w mosiężne zbroje obojętności, sarkazmu, złośliwości, egoizmu. Dobrze znany, opanowany pokerfejs. Brak balansu. Brak równowagi. Ale nikt Ci tego nie powie. Bo żeby nadążyć za obecnym rytmem świata musisz biec, przebierając zgrabnie nóżkami, co kilka kroków mieszając styl tango, cha-cha i dzikich pląsów. Wszyscy bierzemy w tym udział. Nikt nie ma czasu rozglądać się dokoła. Patrzeć na innych. No chyba, żeby tylko porównać się. Zobaczyć jak im idzie ( oby gorzej od nas samych), by mieć pewność, że trzymamy się średniej, nigdy poniżej i oczywistym torem zbliżamy się do ponadprzeciętnej.

Nie jesteś już tym intensywnym, narzuconym marszem trochę zmęczony? Bo ja owszem.

Groszek pachnący

To taki uroczy kolorowy kwiat. Może nie tak cudowny jak róża ze strony wizualnej. Za to zapach ma powalający. Trochę niczym neroli, może trochę jak jaśmin. Wytrzymał w szklance około tygodnia dzieląc się tym, co ma najcenniejsze. I jak w cytacie na początku. Tylko sztuczne kwiaty przetrwają. Ale czy właściwie o przetrwanie tu chodzi? Zawsze powtarzałam, że znaczenie ma jakość, nigdy ilość. Dlaczego by więc nie zadbać trochę bardziej, trochę dokładniej i trochę staranniej o intensywność doznań codziennych niż ich ilość? Spotykać tylko ludzi, którzy niczym ten groszek pachnący oczarują wonią swych słów, pozytywnym wejrzeniem w egzystencję, uprzejmym gestem, promiennym uśmiechem, rozmowami głębokimi i o różnych odcieniach, dzielącymi się cząstką siebie, autentycznymi, którzy oprócz mówienia, także wysłuchają. Bez osądzania, wciskania rad i wychwalania się. Aż dziw bierze, że to staje się rzadkością.

Co gdyby zamiast douczać się w sztuce wyścigu i sztuk wojennych, zacząć pogłębiać wiedzę, jak zwolnić, jak płynniej się poruszać, po swojemu, we własnym rytmie, w pokoju i spokoju. To będzie znacznie trudniejsze. Spotka się z oporem, dezaprobatą, kpinami. Odstawanie od szablonu zawsze wiąże się ze swoistego rodzaju bólem, cierniem w tyłku, który wbijać będą inni ludzie, zaniepokojeni Twoją odwagą. Twoją, jak to nazwą, arogancją/ ignorancją/ odchyleniem od normy. Dla Ciebie to będzie dobry znak. I dobra lekcja, by nauczyć się nie zwracać uwagi i nie poświęcać czasu na zastanawianie się nad gustami i opiniami innych. Detoks mózgownicy. Trochę serce dopuść do głosu. Nakarm wreszcie wygłodniałą duszę. Nic nie musisz jeśli nie chcesz. A jak musisz, możesz po swojemu musieć. A tak w ogóle to nie musisz musieć. Możesz przecież chcieć. Bo nawet ładniej tak brzmi.

Pokora, miłość, uprzejmość, wgląd w siebie zarezerwowane są dla najsilniejszych. To nie pojawi się od tak. Pstryk palcami, mądra książka albo tysiąc, rozwojowy kurs, duchowy spend, ezoteryczny warsztat, podróże w odległe zakątki czy do kolebki świata. To jest niekończąca się praca. A życie daje możliwość nauki. Wychyl tylko trochę łepetynę i wyskocz z pędzącego nurtu. Myślę, że dasz radę. Że czas zaakceptować kim jesteś. Nie to, kim chcesz być. Niejeden stawszy się własnym o sobie wyobrażeniem, rozczarował się albo zapragnął ponownej zmiany. Dbanie o siebie to nie tylko dobre i zdrowe jedzenie, codzienny ruch i gimnastyka, unikanie stresu, ograniczenie nałogów, bliscy ludzie, zabawa i relaks. To także ćwiczenie umiejętności wsłuchania się w siebie. Nie z egoistycznych pobudek ale z zamiarem posłuchania, co mówi Twoje ciało, co chce Ci przekazać Twoja spragniona dusza, co szepce Twoje serce. W końcu niczym samochód, żeby jechał, potrzebna jest zgrana współpraca wielu składowych. Tak samo i Ty. Idealna, złożona konstrukcja. Żywy twór. Organizm pełen sekretów, niesamowitych mocy i niezaprzeczalnych cudów. Kreatywny, czujący, działający,

Popuść trochę lejce i daj sobie czas na oddech. Daj sobie szansę poznać Twojego najlepszego przyjaciela na całe życie – samego siebie. Żebyś był jak ten groszek pachnący. Gdzie się nie pojawisz, autentycznie oczarujesz i zachwycisz. A przecież będziesz nikim innym jak tylko właśnie sobą.

 

„Nie można odzyskać czasu, ale można przestać go tracić.”

Javier Gonzalez – „Piąta korona”.

 

 

*zdjęcie to kadr z filmu „Był sobie pies”. Główny bohater – pies, który przeżył kilka wcieleń, na koniec dzieli się taką bardzo cenną uwagą, że może właśnie celem życia jest być i żyć tu i teraz.

„To także uniwersalna afirmacja prostego życia – drobnych przyjemności, zabawy, miłości, oddania i wspólnie spędzonych chwil.” – fragment recenzji z Filmwebu.

Reklamy

4 uwagi do wpisu “Refleksje przy kawie # 10 :Nietzsche miał rację? Trochę rozmyślań odnośnie nihilizmu.

  1. „W końcu znudzona umrze z głodu, przekonana o nieosiągalności celu, który wabił, nęcił i mącił, szargając nerwy przez całe jej rozemocjonowane życie, przepełnione bólem własnych ograniczeń, cudzej złośliwości i przejmującym brakiem sensu.” – piękne zdanie, jak i wiele innych, które miałam ochotę tu zacytować. To jest na prawdę piękny tekst, i przykre jest to, że wydaje mi się, że niewiele osób go zrozumie. Większość patrzy na siebie i otoczenie w tak przyziemny sposób, a szkoda im chwili na refleksję nad sobą. Bardzo mało jest takich osób jak Ty, która to napisałaś, i ja, która również pisałam o tym w podobny sposób, a Twój tekst zrozumiałam doskonale. No ale właśnie, zrozumieć, to jedno. A teraz wdrożyć to w życie – to drugie.
    Wytrwałości. 🙂

    Polubione przez 1 osoba

    1. Dziękuję za te słowa. To bardzo miłe i niesie pewnego rodzaju ulgę, że człowiek nie tkwi w iluzorycznej matni, stworzonej z własnych schizofrenicznych scen produkowanych przez przeciążoną mózgownicę 🙂

      Cóż, może narastający nihilizm propagujący bezpłciowość we wszystkim, pozwoli na wypłynięcie na ląd ludzi- perełek, którzy w innowatorski sposób, zwyczajnie, tak po prostu, dokonają wspaniałych zmian.
      Może będziemy mieć szanse się o tym przekonać 😀

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s