Nadzieja, niewdzięczna suka.

Nadzieja jest dobrym śniadaniem, lecz kiepską wieczerzą. Francis Bacon

KILKA FAKTÓW O PANI N. *

Na poziomie psychologii nadzieja jest oczekiwaniem na wymarzony wynik lub reakcją na niekorzystny wynik wydarzenia mający nastąpić w przyszłości. Opiera się ona na wydarzeniach, które nie dobiegły jeszcze końca i odnosi się do czegoś, co ma nastąpić w przyszłości i ma się wkrótce zrealizować (Zavalloni 1999, s.17)

Kozielecki definiuje nadzieję jako: wielowymiarowa struktura poznawcza, której centralnym składnikiem jest przekonanie, że w przyszłości człowiek otrzyma dobro (osiągnie ważny cel) z określonym stopniem pewności, czyli z określonym prawdopodobieństwem (Kozielecki 2006, s. 37).

Składnik emocjonalny mówi o tym, że każde przekonanie o osiągnięciu celu jest nasycone emocjami. Wpływają one na to, jak atrakcyjnym wydaje się dla nas być cel, do którego dążymy, wywołują w nas zadowolenie, ale także pobudzają i motywują.

MATKA GŁUPICH, CZYLI NAIWNYCH?

Gdzieś kiedyś wyczytałam, że nadzieja, która gloryfikowana porównywaniem do rześkiej i tchnącej życiem jutrzenki, niosącej dary radości i spełnienia, tak naprawdę zalicza się do gamy emocji negatywnych ( jeśli już bawimy się w dychotomię świata).

Tak mnie to zaczęło zastanawiać, bo przecież w sumie nadzieja jest jak lina, która pojawia się zwisając z nieba, kiedy człowiek tkwi w dołku, albo jest jak mały świetlik na drodze, który zachęca do ruszenia do przodu, kiedy stoi się w bagnie czy na rozdrożu.

Jednak kiedy zaczęłam podążać tropem nadziei, dotarło do mnie, że ona niczym innym nie jest, jak tylko pobożnym składaniem życzeń, modlitwą, oczekiwaniem na ziszczenie się pragnień, a także często oddawaniem odpowiedzialności w ręce kapryśnego losu. Może dlatego w Wikipedii, zaraz pod definicją słowa nadzieja znajduje się link odsyłający do wyjaśnienia, czym jest wyuczona bezradność.

ZŁE TOWARZYSTWO

A może raczej nieprzyjemne? Nadzieja wysuwa się naprzód, obdarowując nieśmiałym uśmiechem niczym Mona Lisa. I tylko ten jej blask widać. I choć każdy z nas tak naprawdę wie, to jednak nie chce dostrzec, że w jej cieniu, tuż za plecami chowa się rozczarowanie, zawód, ból i cierpienie.

Jednak Nadzieja sprzyja naszym oczom, tuż przed nami rozpościera prowizoryczny ekran z prześcieradła i przedstawia mniej lub bardziej wyraźny zbiór scen ukazujący, czym może skończyć się trwanie przy niej podczas drogi, którą planujemy przejść, co możemy znaleźć u celu… Radość i szczęście, niczym soczyste owoce, w których się pragnie zatopić zęby. Ona jest doskonałą prowokatorką. Nie wysila się za mocno, nie musi się nagadać czy stawać na bajecznych rzęsach, byś zechciał podążyć wraz z nią. Po prostu w piersi kumuluje się energia, tyłek jakby staje się lżejszy, a nogi same rwą się do podróży. Nie masz pewności co Cię ostatecznie czeka. Ale wizja, którą otrzymałeś jest na tyle dobra, że decydujesz się za nią pognać.

KWIAT PAPROCI

Nadzieja to zimna sucz. Ona tak naprawdę nie ma na celu Twojego szczęścia i zadowolenia. Wcale nie zależy jej czy otrzymasz to, o czym marzysz albo czego pragniesz. Jej zadaniem jest ruszyć Cię z miejsca. Sprowokować do działania. I mimo, że wszyscy ją uwielbiamy i czepiamy się jej niczym wygłodniały kleszcz skóry, nie puszczamy. Nawet jak uświadomimy sobie, że ona nie chce, bo nie potrafi, dać nam ŻADNEJ gwarancji, że w ogóle do celu dojdziemy. Jest za to inna, niesamowicie ważna kwestia. Wiele silniejszym i wiele potężniejszym dzieckiem nadziei jest WIARA. I choć często traktowane są jako jedność, każda z nich to osobny byt. Bo kiedy wydawać by się mogło, że nadzieja przygasa, że gdzieś się schowała, zniknęła z pola widzenia, wtedy cichuteńko stawia nas na nogi wiara. Choć traktowana po macoszemu, nigdy nie odmawia pomocy. A jej siła jest niemierzalna.

To ona często pozostaje anonimowa w cieniu swojej pięknej matki. Ale to wiara właśnie pomaga się podnieść, kiedy upadniemy. Ona wyciera łzy z policzków i daje siłę, by ponownie otworzyć oczy. Dodaje odwagi, kiedy potrzeba walki i jest wsparciem, gdy otrzymujemy ciosy.

Także nie ma tego złego mówią. Ostatecznie nadzieja to zwykła kokietka, skuteczna w swoich poczynaniach. Rodzi się z marzeń, pragnień, tęsknot duszy. I choć sama nie ofiarowuje swą osobą zbyt wiele, dała nam najpiękniejszy prezent, jaki tylko możemy sobie wyobrazić – wiarę. Bo w jej towarzystwie już niejedna góra została przeniesiona, wiele celów osiągniętych i ogrom marzeń spełnionych.

Miejcie wiarę, a zobaczycie czym są cuda. Jan Bosko

 

 

 

*źródło – http://www.linia-zdrowia.pl/czytelnia/113-nadzieja-w-do%C5%9Bwiadczeniu-psychologicznym-i-w-uj%C4%99ciu-autor%C3%B3w-kozieleckiego-oraz-eriksona.html

 

 

Reklamy

10 uwag do wpisu “Nadzieja, niewdzięczna suka.

    1. W żadnym wypadku. W sensie,uważam,że rozczarowanie,ból i cierpienie są tak samo nieodzowne w życiu jak śmiech,radość i poczucie szczęścia. I nie można rozgraniczać emocji na dobre i złe. To część człowieczeństwa 🙂 Dlatego napisałam, że rozdzielam uczucia, przedstawiając świat dychotomiczny, by w pełni oddać to, co miałam ostatecznie na myśli.
      Unikanie cierpienia hehe, to raczej niemożliwe. A wszystko co wydaje nam się złe, może ostatecznie stać się dla nas wielkim dobrem.

      Polubione przez 1 osoba

      1. Owszem, trudna jest droga,która przejść trzeba od cierpienia do odpuszczenia sobie czy komuś. Najgorsze to utknąć w bagienku cierpienia i zastygnąć w nim. I tu swoją rolę odgrywa nadzieja, a wraz z nią wiara w odmianę losu.

        Polubione przez 1 osoba

      2. Dobre pytanie 🙂 co było najpierw,jajko czy kura. Hehe.
        Oraz kwestia wzięcia na siebie odpowiedzialności za własny los.
        Wydaje mi się, że jak już masz nadzieję,że możesz go odmienić, to wtedy wierzysz, że są szanse, by tak się stało. A to dodaje skrzydeł. I w końcu pcha do działania. Nie mówimy oczywiście o depresji i temu podobnym dolegliwościom.
        A Ty jak uważasz?

        Polubione przez 1 osoba

  1. Bez wiary, że los się odmieni, nawet jeśli mamy na niego mały wpływ (ale szczerze mówiąc, uważam, że na zdecydowaną większość rzeczy w naszym życiu mamy realny wpływ, tylko nie chcemy tego zauważyć, bo wtedy trzeba byłoby coś faktycznie zacząć robić, a nie tupać nóżką obrażonym i rozżalonym; nawet jeśli to oznaczałoby po prostu zmianę myślenia czy niewygodny krok poza bezpieczną strefę), z powodzeniem nic się nie zmieni. Za to, kiedy uwierzymy – w coś, w siebie, w kogoś, jakkolwiek – ruszymy pierwszą małą cegiełkę ku temu, co lepsze.

    Polubione przez 2 ludzi

  2. Bardzo elokwentny, doskonale skomponowany tekst. W Afryce straciłem nadzieję – rozwiodłem się z nią, a nawet nie wiem kiedy. Zwiędła; wyprowadziła się; odleciała na miotle; nawet nie powiedziała „żegnam” na odchodnym. Pozyskałem natomiast wiarę w siebie – nie mówię o pyszałkowatości, butności czy tych podobnych stanach zarozumiałości, ale o dosadnym zinternalizowaniu nieodzowności polegania na sobie. To dodaje odwagi z domieszką odrobiny tupetu. Nadzieja w Afryce tylko rani, wiecznie zdradza, szyderczo prześmiewa…

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s