W poszukiwaniu siebie.W pogoni za wewnętrznym spokojem.

„— Kiedy ktoś szuka — rzekł Siddhartha — wówczas łatwo może się zdarzyć, że
oczy jego widzą już tylko to, czego szukają, że nie jest w stanie niczego znaleźć, nic do
siebie dopuścić, bo myśli tylko o tym, czego szuka, bo ma przed sobą cel, bo jest
opętany myślą o celu. Wszak szukać znaczy mieć cel. Zaś znajdować, to być wolnym,
być otwartym, nie mieć żadnego celu. Ty, o czcigodny, jesteś może w istocie
poszukiwaczem, bo goniąc za celem, nie dostrzegasz pewnych rzeczy, które masz
przed oczyma.” Herman Hesse „Siddhartha”

 QUO VADIS?

Stereotypowo zaczęłam, można by rzec. Jednakże iść to jedno, a wiedzieć dokąd chce się dotrzeć, to drugie. I tak na pewno ma każdy człowiek. Że w gonitwie jaką często prowadzi sam ze sobą i swoimi o życiu wyobrażeniami, staje niekiedy i myśli. Zastanawia się co robi i po co. I dla kogo. I czy w ogóle zmierza w dobrym kierunku. Takie refleksje, wprowadzając niekiedy w zadumę, wąską ścieżką prowadzą do podsumowań, które subiektywnym okiem mierzone, potrafią być niewygodne i kuć nieprzyjemne, czy uwierać w rąbek duszy niczym kawałek żwiru, który wpadł do buta. Dlatego najprościej wtedy odwrócić spojrzenie i ruszyć dalej przed siebie. Nieważne dokąd, albo mniej istotne dokąd. Byle do przodu. Nieprawda. Bo przecież może się potem okazać, że zmarnowałeś ogrom czasu wędrując w błędnym kierunku. A wystarczyło przystanąć co jakiś odcinek i przyjrzeć się znakom na drodze.

POSZUKIWACZ

Książka Hermanna Hesse, który posługuje się niezwykle pięknym i kwiecistym językiem, pod tytułem „Siddhartha” jest właśnie taką opowieścią o wygłodniałej duszy poszukiwacza. Wiecznie nienasyconej. Hesse urzeczony orientem i Indiami, zabiera nas w podróż wraz z głównym bohaterem, który uczy własnym doświadczeniem, że żadna nauka nie ma wartości uniwersalnej. Że to, co jednemu przynosi spokój wewnętrzny, do drugiego nie przemawia wcale.

Okazuje się, że słowa to tylko słowa. I nie niosą nic więcej poza tym, co człowiek chce, by niosły. Sam Gautama Budda, którego spotyka główny bohater, nie jest w stanie przebudzić Siddharthy. Dopiero jego własne przeżycia, historia, którą tka niczym pająk własną pajęczynę, pozwala mu dostrzec sieć powiązań między tym jak żyje, co robi i z kim i jakie to przynosi skutki przedkładając się na jego życie.

JEDNE USTA ALE USZU DWOJE

Ta książka nauczyła mnie, a może właściwie przypomniała, o tym, że najważniejsze i najpiękniejsze, co można podarować drugiemu człowiekowi to cierpliwe ucho i pojętne serce, które nie ocenia i nie analizuje słów,a które ze wszystkich sił stara się zrozumieć.

Bo słowa to tylko słowa. Żadne nie są prawdą oczywistą i bezwzględną. Nie warto się o słowa kłócić i sprzeczać. Nie ma sensu tracić sił i marnować czasu na żonglowanie nimi pośród tych, którzy karmią się nimi bezmyślnie bądź z zamierzeniem, bo pragną w nich odnaleźć cząstkę siebie albo znak naprowadzający na właściwą drogę. Słowa to tylko pozory. To tylko odbicie świata wewnętrznego każdego nas, tak różnego jak i my sami jesteśmy względem siebie odmienni. Dlatego lepiej jest patrzeć, co mówią czyny i życie innych. Nie ich wzniosłe przemowy, obietnice, poezje.

I ten właśnie moment w książce, kiedy Siddhartha odrzuca nauki Buddy, wyruszając w poszukiwaniu siebie w inne miejsca, jest doskonałym dowodem na to, że nauka siebie nigdy się nie kończy i nie powinna, na znalezieniu złotej zasady, magicznej reguły głoszonej przez jakiekolwiek autorytety. Że jest to osobista wędrówka. Lecz zamykając się na ten jeden konkretny cel, skupiając wzrok tylko na nim, można stracić wiele wartościowych kwestii z oczu. Ludzi, sytuacji, wydarzeń czy rzeczy, które są swoistego rodzaju znakami na naszej drodze. Które każą nam stanąć, zastanowić się, zreflektować i uczyć. Nie należy brać wszystkiego na wiarę, nie rozsmakowywać się w upojnych słowach ale brać je między palce, trzeć, sprawdzać, smakować i przyjąć do wiadomości, jednocześnie dystansując się do nich. Nie czyniąc ich swoją prawdą, oczywistością, egzystencją, nie zespalając się z nimi na wieki. Bo to doskonały przepis jedynie na to, by ograniczyć sobie pole widzenia, by oglądać świat przysłonięty klapkami jak go widzą konie prowadzące dorożki.

Zrozumienie tego dało mi spokój. Bo pojęłam, że każdy ma swoją drogę i kieruje się własnymi ścieżkami. Że nie w mojej gestii jest ich prostować, nakierowywać i radzić. Mogę im służyć cierpliwym uchem, uśmiechem, życzliwym ramieniem, ale nigdy nie oprawiając innych w ramki, które sama dla nich wystrugam.

Każdy ma prawo do błędów, powrotów, ucieczek, szaleństw i hedonizmów. To kolekcja osobistych doświadczeń, które cegiełka po cegiełce budują życie i nadają wielobarwność egzystencji, czyniąc nas jedynymi w swoim rodzaju. Nasze życie staje się sumą składowych takich jak decyzje, które podjęliśmy, czyny i rzeczy, których dokonaliśmy bądź też nie. Bo brak działania, także jest działaniem. Bez względu na wszystko, to tworzy Ciebie. I czyni Cię wyjątkowym. Więc jedyne, czego nie możesz sobie odmówić, to tworzenie siebie. Rzeźbienie siebie, niczym pomnika, który szlifujesz i dłutujesz całe życie. Zrób to więc po swojemu.

Posłuchaj mnie, mój miły, słuchaj mnie dobrze! Grzesznik, taki jak ja i taki
jak ty, jest grzesznikiem, ale kiedyś znowu złączy się z brahmanem, osiągnie kiedyś
nirwanę, będzie buddą i teraz zobacz: to “kiedyś” jest złudzeniem, jest tylko
przenośnią! Naprawdę bowiem nie jest tak, że grzesznik przebywa jakąś drogę, by
stać się buddą, nie staje się nim w trakcie rozwoju, choć nasz umysł nie potrafi sobie
tego inaczej wyobrazić. Nie, w grzeszniku jest już teraz dzisiaj przyszły buddą, cała
jego przyszłość już w nim jest zawarta i w tym grzeszniku, w sobie samym, w każdym
człowieku należy wielbić przyszłego, możliwego, ukrytego buddę. Świat, przyjacielu,
nie jest doskonały ani też nie zbliża się powoli do doskonałości, nie: jest doskonały w
każdej chwili, wszelki grzech zawiera w sobie już łaskę, każde dziecko nosi w sobie
starca, każdy noworodek śmierć, każdy umierający wieczne życie. Nikomu z ludzi nie
jest dane ocenić, jak daleko inny zaszedł na swej drodze, w zbóju i hulace czeka już
budda, w braminie czeka zbój. Głęboka medytacja pozwala ci znieść czas, widzieć
naraz wszelkie życie niegdysiejsze, obecne i przyszłe, i wtedy wszystko jest doskonałe,
wszystko jest brahmanem. Dlatego wszystko, co jest, zdaje mi się dobre, śmierć na
równi z życiem, grzech na równi ze świętością, roztropność na równi z głupotą,
wszystko musi być takie, jakie jest, potrzeba tylko mojej zgody, mojej dobrej woli,
mojego przyzwolenia, a wszystko jest dla mnie dobre, może mnie tylko wesprzeć, nie
może mi szkodzić. Na własnym ciele i duszy doświadczyłem, że potrzeba mi było
grzechów, potrzebna mi była rozpusta, chciwość, próżność i najstraszniejsze
zwątpienie, aby nauczyć się uległości, aby pokochać świat, aby nie porównywać go z
jakimś przez siebie wymarzonym, wyobrażonym światem, z wymyślonym jakimś
rodzajem doskonałości, tylko zostawić go takim, jakim jest, i kochać go i cieszyć się,
że do niego należę.”
fragment książki Siddhartha

Reklamy

5 uwag do wpisu “W poszukiwaniu siebie.W pogoni za wewnętrznym spokojem.

    1. Czytam Hessego z uwielbieniem, bo język jakimi są pisane jego książki ( tłumaczone na język polski) to po prostu uczta dla oczu i ducha. Niektóre akapity czytałam po 10 razy:-)

      Polecam jego całą twórczość. A ta książkę w szczególności, jako że każdy z nas jest jedynym w swoim rodzaju poszukiwaczem 🙂

      Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s