Serce z umysłem. Jak przeżyłam moją trzydziestkę.

„Serce ma swoje racje, których rozum nie zna”. Blaise Pascal

Czasem wydaje mi się,

że to książka znajduje nas. I tak było chyba w moim przypadku, kiedy zaczęłam niebezpiecznie wirować wokół własnej osi, jak balerina w pozytywce, która się zacięła. I jak to się mówi, że kiedy jest się gotowym, to zjawia się nauczyciel, to może trzeba wziąć paragraf na to, że niekoniecznie chodzi wyłącznie o istotę ludzką…

Tuż przed moimi trzydziestymi urodzinami dopadła mnie melancholia ale z jakimś pozytywnym zabarwieniem. Może to banał, ale przyznaję, że przez rok, może dwa przed wybiciem całkowicie nowej liczby w moim życiu, wiele się zmieniło. Wiele zmieniłam ja. I prawdą jest, że człowiek odczuwa wyraźniej upływający czas, widzi wręcz czasami, jak przepływa mu przez palce. A kiedy się jeszcze usłyszy u lekarza, że no proszę o siebie bardziej dbać, latka zobowiązują, to łapie ścisk w gardle i ma się poczucie zderzenia z murem, który nagle wyrósł przed twarzą.

I wtedy przychodzi taki moment,

kiedy już nie tylko wiesz, ale i czujesz całym swoim jestestwem, że minął już czas chowania się za maminą spódnicą, tłumaczeń, że pies zjadł dokumenty, kot nasikał to torby, autobus uciekł, pociąg się spóźnił, budzik nie zadzwonił, zabrakło czasu, a zupa była za słona. To wszystko są usprawiedliwienia, które nie wchodzą w krąg wyjaśnień różnych sytuacji osób dorosłych. Świadomych, odpowiedzialnych za siebie, często już także za innych, za gospodarowanie własnego czasu, za to, co je, jak się ubiera i jak wysławia. I słodkie przerażenie miesza się z goryczą rozczarowania. Aha, czyli już jestem dorosły. Teraz tak naprawdę jestem wolny, i co z tą wolnością zrobię, zależy tylko i wyłącznie ode mnie. Teraz ja przejmuję pióro i piszę moją osobistą powieść… I ręka mi drga. Przykładam pisak do papieru i zastygam nieruchomo. Trwam w zawieszeniu. Tak. Chciałabym, żeby wszystko było idealne. Zaplanowane. Ale czy to w ogóle możliwe? Czy to wtedy nazywa się życiem?

Przyglądam się i widzę wyraźniej,

własne ograniczenia z którymi kontrastują jak krew na białej ścianie moje pragnienia. I wizja kolejnych trzydziestu lat. Nie, nie… za daleko. Na początek weźmiemy dziesięć lat. To i tak długo. Ale plan już jest. Ogólny zarys. W niektórych momentach nawet kilka szczegółów. I wtedy mimo, że umysł zapiął mi już pasy bezpieczeństwa, zapraszając na przejażdżkę przez kolejne lata, serce zaczęło płakać. Dusić się w tych pasach, rozpaczać wręcz. Jak to, żyć z terminarzem w ręku. Opasając się wyimaginowaną taśmą ochronną utworzoną z dat i punktów do odhaczenia w drodze do celu! A gdzie spontaniczność, miejsce na miłość, na poświęcenie, na empatię… Skutki braku równowagi potrafią być opłakane. I ja wtedy płakałam. Bo nie wiedziałam co robię. A jeśli już robiłam, czy to w ogóle miało sens? Co innego podpowiada rozsądek, co innego szepce serce.

Kiedy jest się gotowym,

pojawia się nauczyciel. I wtedy dostałam w prezencie pewną książkę. Mimo, że uprzednio wysłałam całą listę książek, które chciałabym otrzymać, w całym empiku nie było ani jednej. Więc ostatecznie kupiono tą. „Mózg i serce. Magiczny duet.” Połknęłam ją w dwa wieczory. Facet opowiada swoją historię lekkim, przystępnym językiem. Zaczyna od dzieciństwa. Małe, gorące zakurzone miasto w którym mieszka. Problemy rodzinne. Dzień, który zapoczątkował zmianę w jego życiu – sklep z magicznymi gadżetami. Nieznajoma kobieta, który uczy go czarodziejskich sztuczek. Jego dylematy i nauka. Studia, dorosłość, sukcesy i porażki. Decyzje, samotność, miłość i poświęcenie. Zostaje neurochirurgiem. Interesuje go mózg. Zaniedbywał serce i poznał konsekwencje zagłuszania go oraz trzymania w zamknięciu. Dzieli się tym w swojej książce… która dla mnie na ten czas, była jak odpowiedź, której poszukiwałam.

Ponoć każda książka jest lustrem i nie dostrzeżemy w niej nic nowego poza tym, co już w nas jest. Może to i prawda. Wiem na pewno, że ta książka pomogła mi odzyskać spokój. Przypomniała mi ważne kwestie i pozwoliła złapać oddech. Wyluzować. Chyba o to właśnie chodziło. O odzyskanie balansu.

A magiczne sztuczki o których mowa,

polecam stosować każdej osobie. Jedna dotyczy ciała, druga umysłu, a trzecia serca. Jest jeszcze czwarta, ta najpotężniejsza. Ale nie działa bez uprzedniego nauczenia się trzech pozostałych. Ponoć najtrudniej jest nauczyć się triku z sercem. Jednak okazuje się on kluczem. A za drzwiami, które otwiera jest miłość, dostatek i spełnienie. Jest wszystko. A co najciekawsze pozwoliła mi odkryć ta książka ( w końcu pisał ją neurochirurg) to fakt, że serce rządzi się swoimi prawami i posiada odrębną od mózgu inteligencję. Także może czasem warto zaryzykować i podążyć jego głosem, by zobaczyć, dokąd potrafi nas zaprowadzić?

 

*zdjęcie to serce i mózg z reklamy orange

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s