Refleksje przy kawie #7 : gdy ci smutno, gdy ci źle, to … zmień perspektywę.

„Najmniejszy ptaszek nie spocznie na najwspanialszym drzewie tak, by nie poruszył najdelikatniejszych strun jego życia, owych niewidzialnych nici stanowiących rdzeń życia. Tak i umysł ludzki bywa równie czuły na najlżejsze słowo.”

Lewis Wallace, Ben Hur

 PROWOKACJE

W natłoku codziennych spraw jakoś tak łatwo zapomnieć, jak myśleć i jak przetwarzać informacje, by zachować spokój ducha. No i wtedy, kiedy tracimy czujność, emocje przejmują dowodzenie w centrali umysłu.

Są tacy ludzie, którzy muszą dostarczać sobie ciągle adrenalinę, ale nie pomyśleli, że skok na bunge albo ze spadochronem, pomogłyby im to uzależnienie zaspokajać. Dlatego takie osoby lubią „szczekać”. Zawsze znajdzie się jakaś sprawa, jakaś kwestia, drobnostka, gest albo zachowanie godne komentarza i tego, by z igły zrobić widły. Samo siejąc dym, przesłaniają także wyraźne widzenie innym. Wiecie o co mi chodzi?

I właśnie kiedy masz okres pełen obowiązków i zajęć, taka persona wyczuje, że teraz jest super moment, by trochę podgrzać atmosferę wokół Twojej osoby. Jak w teatrze kukiełkowym, trochę pociągnie za konkretne sznurki. Ty się potrzęsiesz do rytmu, potańczysz do taktu, nażresz się stresu przyspieszając tym samym starzenie się organizmu i nic z tego i tak nie wyniesiesz. Bo po tym, jak ochłoniesz okaże się, że cała ta maskarada nie miała większego sensu. I nie była niczym innym jak zabawą i pobudzającym prowodyra całej akcji aktem bluźnierstwa wobec Twojego umysły. A Ty się zwyczajnie dałeś.

AKCJA REAKCJA

Odpowiedzią na atak zawsze jest obrona. To jest tak automatyczne, że trudną sztuką jest opanować wewnętrzny chaos, zatrzymać się, spokojnie przemyśleć czyjeś słowa zachowując obiektywizm i dopiero odpowiedzieć. Jest to możliwe, próbowałam. Ale najczęściej mózg podpowiada: Atakują? Broń się! Swoją samoocenę, wiarygodność. A wszystko to dlatego, by czyjaś opinia nie zaburzyła naszego wewnętrznego zdania o nas samych, nie zachwiała naszą spójnością wewnętrzną na nasz własny temat.

Słowa mają moc. A ich siłę określa sam słuchający i to on interpretuje to, co wpada mu do ucha. Dlatego czasem tak ciężko się dogadać. Niby mieszkamy na tej samej planecie, ale każdy krąży wokół własnoręcznie utworzonego centrum swojego wszechświata.

Z NIMI ŹLE, BEZ NICH GORZEJ

Mowa o ludziach. Wiele badań odnośnie relacji międzyludzkich potwierdza to, że człowiek to istota stadna i do życia są mu potrzebni ludzie. I wszystko co się z nimi wiąże: miłość, poświęcenie, celowość życia, bliskość, etc.

Po własnych ostatnio dość intensywnych przeżyciach z ludźmi szczekaczami, miałam już dość wchodzenia w interakcję z takimi ludźmi. Doszło nawet do tego, że byłam równie oschła w odzywkach jak oni. Do tego nieprzyjemna, obcesowa a nawet momentami złośliwa i chamska.

Tego pewnego wieczora nie mogłam uwierzyć, że zachowałam się wbrew własnym wewnętrznym zasadom. Byłam trochę nawet z lekka przerażona. Na co mnie stać, kiedy poddam się emocjom w 99%. Co prawda takie agresywne zachowanie dało mi poczucie siły, sprawczości, jakiejś takiej dzikiej satysfakcji, wyższości nad innymi. Ale co z tego, kiedy we własnych oczach kreowałam się na osobę, której właśnie najbardziej współczuję i którą przenigdy nie chciałabym się stać?

To dopiero otworzyło mi oczy na fakt, z jaką łatwością dałam się zmanipulować i wciągnąć w cudze nieczyste gierki. Straciłam czujność, pozwoliłam się ponieść fali uniesienia i wzburzenia i wyciągnęłam naprawdę cenną lekcję.

Każda osoba na mojej drodze życia jest moim nauczycielem. W szczególności ci, którzy denerwują mnie najbardziej i najmocniej ingerują w moje wewnętrze, doprowadzając mózg do wrzenia, organy to zaciśnięcia się, wypełniając oczy furią. Tacy, którzy przypominają mi, co to jest złość, zazdrość, gniew, frustracja, zwątpienie, zawiść. Bo to są także potrzebne emocje. Są częścią mnie i nie są niczym złym. Świadczą o wielobarwnej palecie odczuć, która się we mnie znajduje. Kwestią jest je zobaczyć, zaakceptować i uporać się z nimi. Nie poprzez walkę ale poprzez zrozumienie.

ZMIEŃ TAKTYKĘ

Dlatego teraz, kiedy dochodzi do starć, z osobami , które lubią emocjonalne zabawy albo czuję, że swoim zachowaniem budzą we mnie żywe emocje, dystansuję się do sprawy i myślę pytaniami.

Do tego stopnia, że jeśli sytuacja pozwala, zadaję je tej drugiej osobie: co chce w ten sposób osiągnąć? Czego ode mnie oczekuje? Czy uważa, że ma całkowitą rację? Czy ma pewność, że to jest stuprocentowa prawda? Do czego dąży? Jaki efekt chce osiągnąć na koniec tej rozmowy?

Jednak częściej pozostawiam pytania dla siebie i nie wypowiadam ich na głos: Czy warto się bardziej angażować w tą sprawę? Jak zachowałaby się osoba, którą podziwiam? Jak zachowałby się człowiek zdystansowany do tej kwestii, mądry i spokojny? Co by odpowiedział? Czy ta osoba chce mi zrobić w ten sposób jakąś krzywdę? Co może powodować jej zachowanie? Czy za jakiś czas będzie mieć dla mnie znaczenie to, co teraz do mnie mówi/pisze? Jak będę się czuł za jakiś czas, kiedy wybiorę takie a nie inne słowa/zachowanie i nimi odpowiem?

I oddech. Obserwowałam oddech podczas takich momentów, gdzie następowała prowokacja. Praktycznie go wstrzymywałam. Przestawałam oddychać brzuchem a zaczynałam klatką piersiową i to bardzo płytko. To potęgowało odczucie zagrożenia i podsycało emocje złości czy gniewu.

Więc obecnie, gdy dzieje się coś, co mnie zatyka, wpierw rejestruję tą zależność i każę brzuchowi się rozluźnić licząc głębokie wdechy i wydechy. Metoda sprawdzona, pomaga. Potem rozmawiam ze sobą, jakbym rozmawiała z kimś trzecim, kto nie zna ani mnie ani tej osoby z którą weszłam w dyskusję. Więc ta osoba we mnie pyta, czy warto rozgrzewać atmosferę dalej. Jaki to ma sens i co chcę osiągnąć ja w tym starciu. Oraz docieka, czy może ta osoba ma gorszy dzień, została zraniona albo zwyczajnie może przemawia przez nią poczucie nieszczęścia czy zaburzona samoocena. Na koniec stwierdza : nie warto. I jeśli faktycznie tak zaczynam czuć ( a uczę się słuchać intuicji) to zwyczajnie jestem miła i odpuszczam. Często naprawdę nie warto drzeć kotów. Dla własnego dobra.

Po za tym, sam Jung powiedział : „Wszystko, co nie podoba się nam u innych, może pomóc w lepszym poznaniu samych siebie”.  Może warto wziąć to do serca?

 

*Kadr z filmu „Życie Pi„.

Reklamy

5 uwag do wpisu “Refleksje przy kawie #7 : gdy ci smutno, gdy ci źle, to … zmień perspektywę.

    1. Czasami muszę, nie da się od tego odciąć, kiedy nie wybiera się sobie współpracowników. Hehe
      Z tym, że tak jak piszę. Takie „trudne” osoby to doskonałe pole do popisu dla mnie, do nauki postępowania z nimi, czyli ćwiczenie ducha i umysłu.
      Nie ma krótszej i lepszej drogi na rozbudowanie mięśnia świadomości, jak właśnie poprzez praktykę 😛

      Polubienie

  1. Miałam bardzo podobnie ostatnio – ganiłam się wieczorami za zachowanie, za które po nadejściu refleksji, wstydziłam się bardzo przed samą sobą, tą lepszą wersją siebie. Potem zaczęłam się zastanawiać, czy na pewno mam to rozdwojenie na laskę, która jest klawa i na totalne przeciwieństwo i w sumie doszłam do wniosku, że wcale a wcale tak nie jest. Różne emocje noszę w sobie, które, owszem, są swoimi przeciwieństwami, ale tak jak słusznie zauważyłaś, ona wszystkie są potrzebne. Wierzę mocno w równowagę we Wszechświecie, w samą sprawczość kosmosu, w to, że nic nie dzieje się bez przyczyny i zawsze ludzie, których spotykamy, miejsca, w których się znajdujemy i rzeczy, które nam się przytrafiają – prędzej czy później – utworzą idealny łańcuch, nawet jeśli póki co, nie widzimy tego, nie ma splotów, które łączyłyby niektóre zdarzenia.

    Pozdrawiam Cię ciepło, bardzo lubię Cię czytać!

    Polubione przez 1 osoba

    1. Serce się cieszy widząc takie miłe komentarze:) dziękuję Juśka 🙂

      A co do równowagi to fakt, też mi się wydaje, że myśl ma moc, nie tylko tą negatywną w ustach ludzi na wzór cwanego i bezwzględnego sofisty ale także w kwestiach tzw. wizualizacji. Na pewno coś w tym jest. Dlatego powtarzam, że choć marzenia są bezwzględnie potrzebne, należy uważać, czego się sobie życzy hehe.

      I stąd dalsza myśl z którą się również zgadzam, że nic i nikt, w zależności od perspektywy patrzącego, nie jest przypadkiem. Wszystko może być i jest swoistego typu lekcją, nauką. I niczym okruszki rzucane przez Jasia i Małgosię, prowadzą nas do celu.

      🙂

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s