Najłatwiejsza, najtrudniejsza rzecz pod słońcem…

„Tak trudno jest odejść-dopóki się nie odejdzie. A wówczas jest to najłatwiejsza rzecz pod słońcem”. John Green – Papierowe miasta

MIĘDZY WIERSZAMI…

Bywa tak czasem, że od niechcenia włączasz telewizor, bo masz ochotę na totalne odmóżdżenie. Zabicie nudy/ smutku/ złości, rozgonienie natłoku myśli skupionych wokół twojej głowy niczym stado oszalałych wron nad pkp. I zdarza się wtedy, że twoją uwagę przykuwa film, który wcale nie pozostawia cię w radosnym niebycie przez kilka następnych godzin. Nie dość, że wcale nie poprawia Ci humoru, to dodatkowo załącza taki trybik, cichego małego pajączka w środku mózgu, który tworzy kolejną sieć przemyśleń między twoimi neuronami. I wtedy wiesz już, że film choć miał jakieś niedociągnięcia , czy nie podobali ci się aktorzy, trafił w sedno swoim przekazem, szarpnął twoje wewnętrzne delikatne struny a melodia, jaka z tego wtargnięcia pozostała, wciąż echem niesie się gdzieś w tobie, w twojej duszy, czy sercu…

PAPIEROWE MIASTA

Taki tytuł miał film, na który wczoraj wpadłam, beznamiętnie przerzucając kanały. Nie ukrywam, że trafił do mnie z mega mocą. Pewnie dlatego, że stanęłam na rozstaju dróg, przed bardzo ważnymi decyzjami i w myślach błagałam Siłę Wyższą o jakieś wskazówki i przede wszystkim umiejętność ich wychwycenia. Wydaje mi się, że wcześniej otrzymałam jakieś drobne nakierowania, jednak ten film wyjątkowo był dla mnie jak jedna, długa, elegancko odegrana przez aktorów odpowiedź.

Bo widzicie, zawsze chodzi o dwie rzeczy: ograniczenia i konformizm. To są drzwi, które niby pchamy, niby chcemy otworzyć, ale one z oporem odpowiadają nam, żeby spadać. Po czym nagle czujesz, że jednak naprawdę chcesz przekroczyć ich próg, opierasz się z rezygnacją o nie plecami i okazuje się, że nie otwierają się w twoją stronę, tylko trzeba było je popchnąć i otwarły się szeroko. A ty tymczasem ciągnąłeś za klamkę jak osioł z całych sił, marnując czas i energię. Wcale nie chciałeś ich otworzyć. Bo mimo, że każdy ci powie, że chce żyć, chce czuć i smakować egzystencję, to tak naprawdę boi się. Bo wiąże się to z niewygodą jaką niesie opuszczenie własnej strefy komfortu.

„Wiedziałeś, że na dobrą sprawę przez większość historii rodzaju ludzkiego przeciętna długość życia wynosiła mniej niż trzydzieści lat? Mogłeś liczyć na jakieś dziesięć lat właściwego dorosłego życia, czaisz? Nikt nie planował życia na emeryturze. Nikt nie planował kariery. W ogóle nikt nic nie planował. Nie było czasu na planowanie. Nie było czasu na przyszłość. ale potem długość życia zaczęła się wydłużać i ludzie mieli coraz więcej i więcej przyszłości, zaczęli więc spędzać coraz więcej czasu na rozmyślaniu o niej. O przyszłości. A dzisiaj życie stało się przyszłością. W każdym momencie swojego życia człowiek żyje dla przyszłości – idzie do szkoły średniej, żeby móc pójść do college’u, żeby dostać dobrą pracę, żeby kupić ładny dom, żeby było go stać na posłanie dzieci do college’, żeby one dostały dobrą pracę i mogły posłać swoje dzieci do college’u.”

W SIECI MONOTONII

I po obejrzeniu zalała mnie fala myśli. A właściwie pytań do samej siebie. O życie. Czy jestem tu, gdzie powinnam być? Czy robię to, co chcę robić? Czy to sprawia mi przyjemność? Czemu jest tak, a nie inaczej? Czego tak naprawdę pragnę? Co skłoniło mnie do pewnych wyborów? Czy te kolejne ważne decyzje przede mną, całkiem nowe, całkiem inne, mogące zranić najbliższych, mogące przynieść im smutek albo tęsknotę, będą dobre, skoro mnie dać mogą wolność, spełnienie, poznanie i przede wszystkim zmianę, której tak mi potrzeba? Czy istnieje coś, co powinnam zrobić,a po drugiej stronie to, co czuję, że chcę zrobić, choć nie wiem, jaki będzie tego efekt?

I przed oczami mam ten fragment z filmu, w którym on mówi, że czuje jak mocno bije mu serce ( po raz pierwszy robił nowe rzeczy). Na co ona odpowiada, że to właśnie nazywa się życiem. Że tak czuć się powinien przez cały czas. Ale tak nie jest, bo zamknął się w swoim świecie, który zna, a który jest taki malutki. A wszystko to, co poza nim, da mu właśnie to szybkie bicie serca. I to jest to, do czego trzeba dążyć.

TEN PIERWSZY RAZ

Wszystko, co odważysz się zrobić po raz pierwszy, da ci odczuć, że żyjesz. Nie chodzi mi o jakieś sporty albo kwestie ekstremalne. Nie mam na myśli ciągłego podnoszenia sobie adrenaliny. Chodzi o te wszystkie pierwsze razy, które kolekcją wspomnień zastygają w twojej pamięci. Które z czasem tworzą ciebie i twój świat. A jak to Marek Aureliusz powiedział, świat jest odbiciem naszych myśli. A one z kolei są plastyczne, są gotowe na zmiany i możesz je modyfikować, odrzucać i łapać nowe, kiedy i jak tylko masz ochotę.

Chyba przede wszystkim chodzi o to, by mieć odwagę… „Odwagę wyruszyć w tak trudną podróż, jaką jest poznawanie ludzkiej natury” jak to powiedział Kępiński. Bo przecież jeśli czujesz, że coś jest nie tak, że brakuje ci tej przysłowiowej magii, że toniesz w rutynie, że dni zlewają się w jedno i na dłuższą metę zaliczenie punktów na mapie życia takich jak szkoła, ślub, praca, awans,mieszkanie, etc. nie budzi w tobie entuzjazmu, to wyraźny znak dla ciebie, że musisz coś zrobić.

Czas zaprzestać trwania w przyszłości i wrócić do „teraz i tutaj”. Działanie to jedyny sposób, odkrywanie to jedyna metoda. Pracować na własne marzenia i zamiast kreować przyszłość kredką na białym papierze, zacząć ją tworzyć. Bardzo często okazuje się wtedy, że wystarczy uczynić krok na przód w dowolnym kierunku i przekonać się, co czeka na ciebie za drzwiami, których próg zdecydujesz przekroczyć.

I jak w cytacie na początku, możesz zaskoczyć się, jak łatwo jest odchodzić, zostawiać pewne rzeczy za sobą, wyrywać życie razem z korzeniami, kiedy uznasz to za słuszne. Jak przyjemnie jest pozostawiać wstecz za sobą własne ograniczenia. Bo to one jedyne trzymają cię właśnie tu, gdzie jesteś, a wcale nie chcesz być. I kiedy dajesz szansę przyszłości, dajesz ją sobie, nie będziesz spoglądać za siebie z żalem. Bo wszystko co za tobą jest sumą kroków, które poprowadziły cię właśnie tu, gdzie czujesz, że powinieneś być.

 

*gif pochodzi z filmu „Papierowe miasta” na podstawie powieści Johna Greena.

Reklamy

13 uwag do wpisu “Najłatwiejsza, najtrudniejsza rzecz pod słońcem…

  1. Trzeba być odważnym. Ale tak jak bardzo przytłaczające może być to bieganie w chomiczym kołowrotku życia… tak życie poza schematami też potrafi nieźle dowalić. Często to nie jest jeden odważny skok z trampoliny, a codzienna mozolna przeprawa przez trzęsawisko. Trzeba dużo silnej woli, (mam nadzieję, że nie szaleństwa), aby pokonać powracającą tęsknotę za bezpieczną rutyną i świętym spokojem. Bo ta będzie się pojawiać, tak jak to pragnienie wolności, gdy naszym życiem kierowała monotonia. Trzymam za wszystko kciuki 🙂

    Polubione przez 2 ludzi

    1. Tak, zgadzam się całkowicie. Trudno jest się wyrwać ze szponów wygody. Oprócz odwagi potrzeba dużo siły, wydaje mi się, że nawet niezależności ( wysokiej samooceny, której nie potrzeba podbudowywać opinią innych). Bo zazwyczaj życie według własnych zasad wiąże się z akceptacją tego, że ludzie są i odchodzą, niekoniecznie pozostają z nami na dłużej, albo sprawiają przykrości tylko dlatego, że zazdroszczą tej „wolności”, za którą oczywiście płaci się odpowiednią cenę o której oni pojęcia nie mają.

      Wydaje mi się także jednakże wszakże, że jak już raz zasmakuje się w szwedzkim stole życie dostępnym poza comfort zone, to wcale nie tak prędko się do niej wróci. Chyba, że człowiek obraca się w takim towarzystwie iż zapomina o sile i woli swego ducha i na powrót, nie wiedząc nawet dokładnie kiedy, siada cicho w wygodnym fotelu stając się obserwatorem życia, zamiast jego uczestnikiem.

      Każdemu życzę, by jeśli czuje, że to jego droga, by zebrał do kupy wszelką siłę i odwagę i ruszył przed siebie.
      Jeśli ktoś lubi rutynę, to też ok. Póki jest w nas poczucie szczęścia i satysfakcji, nie ma co robić z siebie kogoś innego na siłę.

      Polubione przez 1 osoba

  2. Nie chcę zabrzmieć tak „na siłę” i nie chcę pisać tego, co byś chciała przeczytać, po to „żeby było miło”, ale naprawdę wpis bardzo aktualny teraz biorąc pod uwagę moje życie, zatem ogromnie Ci dziękuję za jego napisanie. Dawno w ogóle tu nie byłam, obiecuję poprawę, obserwuję, by być na bieżąco. Pozdrawiam;*

    Polubione przez 2 ludzi

  3. Tutaj wazne jest doswiadczanie roznych rzeczy – mam wrazenie, ze to powinno wlasnie nastepowac na przelomie lat 20stu, kiedy mozna zwalic wine na to, ze czlowiek jest jeszcze mlody i glupi, ale mnie to jakos ominelo. 😉 Bo przy doswiadczaniu roznych scenariuszy i aktywnosci, czlowiek dowiaduje sie wiele rzeczy o sobie i uczy sie, co mu przynosi radosc.
    Osobiscie uwazam, ze nie trzeba w 100% rezygnowac ze swojego malego swiata i comfort zone. Czasem dobrze jest je zostawic i wracac tam w chwilach slabosci, bo nie mozna wiecznie byc silnym, nie da sie ciagle walczyc – czasami potrzebny jest odpoczynek. Ale wybicie sie poza swoje ograniczenia jest czyms wspanialym i potem idzie coraz latwiej. 🙂 pomaga rzucenie siebie na gleboka wode, bo wtedy nie ma sie wyboru – ale to moze miec tez traumatyczne skutki. 😉

    Polubione przez 2 ludzi

    1. Owszem. Bezpieczna przystań to nic złego. Też jestem zdania,że nie ma co wpadać w skrajności. Tylko czasem zacisnąć zęby i mimo,że coś wydaje się być poza naszymi możliwościami – nie rezygnować. A najpierw spróbować się przekonać.
      A głupoty popełnia się chyba bez względu na wiek, z tym że im człowiek starszy tym częściej winę zrzuca na szybkie tempo życia, nadmiar obowiązków,przepracowanie, stres albo chwilowy zanik poczytalności 😛

      Polubione przez 2 ludzi

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s