Dwie szkoły życia: Tu i Teraz oraz Przemyślane Planowanie – co jest lepsze?

„Aby życie było mądre, najważniejsza jest dobrze pojęta troska, po części o naszą teraźniejszość, po części o naszą przyszłość, tak aby jedno nie było przeszkodą dla drugiego.” Arthur Schopenhauer

TU I TERAZ

Przeczytawszy wiele książek i zapoznawszy się z opinią różnych zwolenników życia tu i teraz, poczułam, że to może być dobra droga, którą należy się kierować. Poświęcać uwagę rzeczom obecnym, dostrzegać okazje i możliwości zastane w tym momencie, delektować się chwilą, rozwijać spostrzegawczość i otwartość na to, co świat mi daje, uczyć się wdzięczności za bieżące zdarzenia i dary, celebrować każdą niepowtarzalną minutę. Z drugiej strony oczywiście, nie martwić się przyszłością, nie gubić w planowaniu jej. Nie myśleć o czasie przyszłym w ogóle, w żadnej perspektywie, ponieważ nie ma czegoś takiego jak jutro. Jest tylko dziś. I to dzisiejsze kroki, doprowadzą mnie do celu, w którym znajdę się jutro. Tak więc nie liczy się nic, oprócz trwającej właśnie chwili.

Zaczęłam się stosować do tej teorii, rozkoszując się różnorodnością doznań, jakie niosło życie. Nauczyłam się dystansować do własnych emocji, ponieważ wiedziałam, że one miną, są ze mną teraz ale nie będzie tak zawsze. Więc złość, ból i cierpienie przyjmowałam jak dobrych gości w moje domowe pielesze na równi z radością, poczuciem szczęścia, miłością. Chłonęłam wszystko dokoła, mając gdzieś tam z tyłu głowy cały czas stwierdzenie, że każda minuta jest niepowtarzalna i nie wróci do mnie nigdy więcej.

Spotkania z przyjaciółmi nabrały jakby wielobarwności przeżywania ich, bo nie myślałam o niczym, co czeka na mnie do zrobienia ale trwałam i byłam obecna z tymi ludźmi, w tym momencie, w danym miejscu. Nauczyłam się szczerze cieszyć z przebywania z innymi. Zaangażowanie siebie całej w tych chwilach, krystaliczna radość, która płynęła z podwójnej obecności, jest niesamowicie orzeźwiająca i dodaje energii. Bo ja czułam i wiedziałam, że jestem tam zarówno ciałem jak i umysłem.

Nauczyłam się też pokory. Ćwicząc się w dostrzeganiu tych większych i mniejszych rzeczy, za które mogę być naprawdę wdzięczna. Z dnia na dzień przybywało powodów, by pod nosem wypowiedzieć to ciche dziękuję, uśmiechając się przy tym szeroko w geście podziękowania. Widząc, ile dobrego i ile życzliwości jest dokoła, przepełniona byłam optymizmem, zaraźliwym zresztą, który w momentach trudniejszych i naszpikowanych bólem, ocierał mi łzy z policzków i kazał wierzyć, że będzie lepiej, że to minie, że cierpienie to wyzwanie i nie jest niczym innym jak nauką do wyciągnięcia z tej życiowej lekcji.

TU I TERAZ NIE WYSTARCZA

Zaczęły nadchodzić wieczory, kiedy coraz częściej w mojej głowie pojawiało się pytanie: i co dalej?

Jako, że postanowiłam żyć uważnie w danej chwili, nie chciałam martwić się przyszłością, tylko mądrze stawiać kroki, by owa przyszłość podsumowała się wynikiem moich obecnych poczynań. Jednak wraz z wiekiem nie ubłagalnie zaczyna się o siebie dopominać przyszłość. Obserwowałam z narastającym ssaniem gdzieś w środku, myśli, które przewijały się przez moją głowę i niepokoiły mnie coraz mocniej.

Życie mija, co rok dobija mi 365 dni przeżytych tak czy owak, pełnych, niepełnych, radosnych czy smutnych. Przede mną kolejne 365 dni i co? Co zamierzam z tym uczynić? Wszystko ma pozostać tak jak jest, bo uważam, że nie jest źle?

Dotarło do mnie, że mimo iż żyłam w pełni i potrafiłam cieszyć się życiem, czegoś mi brakowało. Brakowało mi sensu dalszej, wyciągniętej w przyszłość egzystencji. Czułam niedosyt i chciałam poszerzyć trochę spektrum postrzegania mnie jako osoby, mnie jako zmiany rozciągniętej od teraz do przyszłości.

i wtedy postanowiłam, że czas nauczyć się efektywnego planowania własnego życia i odkrycia, co jest moim powołaniem.

ZAPLANUJ WŁASNE ŻYCIE

Napaliłam się mocno na szkicowanie, rysowanie, kolorowanie wycinków mojej egzystencji ułożonej w chronologicznej kolejności. Dużo czytałam, wertowałam artykuły, ciekawe blogi, testowałam pomysły i idee. Zmieniałam więc często ostateczną wizję tego gdzie i z czym będę za rok, pięć, dziesięć.

Odkryłam przydatne i praktyczne narzędzia, które pomogły mi uświadomić sobie, co tak naprawdę się dla mnie liczy. Że mam jednak prawdziwy i ambitny cel w życiu. I mimo braku początkowo pewności, co do poprawności własnego wyboru, z dnia na dzień, z miesiąca na miesiąc, utwierdzałam się tylko w przekonaniu, że tak, teraz naprawdę, dobitnie i stanowczo wiem, czego chcę. Wiem, gdzie chcę dojść. Wiem, jak to zrobić. Wiem, co będzie mi potrzebne.

To nagłe rzucenie światła na czas nieopisany i niewiadomy, bo jeszcze niespełniony i niezakreślony w kalendarzu jako przeżyty, dało mi wiele energii i radości. Oprócz tej siły do działania poczułam jeszcze coś – bezpieczeństwo i satysfakcję. Choć oparte na abstrakcji i niepewności czasu, który przecież jeszcze nie nadszedł. Miałam mapę i choć teren był nieznany, posiadałam jasne wskazówki, jak się po nim poruszać. Wiedziałam, gdzie jest moja droga. Nie wiem wciąż, jaka ona będzie, bo to zależy oczywiście od decyzji podejmowanych w trakcie. Jednak sama świadomość, że mam cel, nadała więcej sensu mojej egzystencji.

WEGETACJA W OCZEKIWANIU NA JUTRO

Dopadł mnie jednak problem wielu osób, mających za najbliższego kochanka organizer i kalendarz z notatkami. Myślałam intensywnie o tym co będzie, co ważne i czego pragnę. Rozmyślałam dokąd dążę i skupiałam się na wszelkich wiodących ku temu możliwościach. Zaniedbałam teraźniejsze znajomości. Wszelkie wyjścia były lekko z przymusu, bo ja wciąż myślami uciekałam do momentu gdzieś w przyszłości. Nie słuchałam innych, bo nie chciałam słuchać. Przestałam się nimi interesować, współodczuwać.

Zamiast cieszyć się jak uprzednio drobnostkami, irytowały mnie najmniejsze przeszkody, przez które musiałam modyfikować plany bądź reorganizować czas. Wszystko odbywało się o ustalonej godzinie. Wszelka spontaniczność gdzieś wyparowała jak woda z czajnika. Przestał mnie cieszyć zwykły spacer, bo zmienił się on w drogę z punktu A do B, mając w głowię wyliczarkę rzeczy do zrobienia, do poprawienia, do usunięcia, do przełożenia. Chodziłam spięta i zamknięta w szklanej, wyimaginowanej kuli ulepionej z marzeń i celów, całkowicie zapominając, że życie przecież dzieje się dokoła mnie. Że ono jest tu i teraz.

Dzień zderzenia z rzeczywistością pomógł mi się ocknąć i przegonić opary widma przyszłości doskonale utkanej, niczym najzgrabniejsza sieć pajęcza. Wzięłam się do roboty ponownie. Musiałam znaleźć balans. Inaczej albo straciłabym sens dalszej egzystencji albo przeżyła życie planując i wciąż na coś czekając.

MIĘDZY NIEBEM A ZIEMIĄ…

Przysiadłam do biurka. Organizer schowałam do szafki i do dziś nie wyjęłam. Kartkę z planem na życie schowałam do koperty, którą od czasu do czasu wyjmuję, by przyjrzeć się, czy nie trzeba wprowadzić jakichś zmian, przez wzgląd na to, że mogłam odkryć bądź znaleźć coś znacznie bardziej pożytecznego niż jest zanotowane.

Każdy dzień staje się tym uświęconym. Na koniec zawsze przypominam sobie coś, za co mogę powiedzieć dziękuję. Ograniczyłam częstotliwość spotkań, by mieć czas dla siebie. Na własną edukację, chwilę relaksu, przemyślenia, refleksje. Gdy coś robię, ćwiczę oczyszczanie umysłu, by dostrzegać co się dzieje dokoła, zauważać wszelkie niuanse, słuchać uważnie, przeżywać intensywnie. Nie spieszę się. Jednocześnie dążę w odpowiednim kierunku i znam moje przyszłe przystanki i porty do których chcę dobić.

Teraz czuję tą kompletność. Potrafię angażować się w danej chwili i skupiać na tym co jest dziś. Jednocześnie pamiętam, do czego chcę dojść jutro.

Mam jasną wizję przyszłości pozostając w teraźniejszości.

Mogłabym to porównać do kolorowanki, kiedy kształty rysunku są wyraźne, używam odpowiednich kolorów i wiem, po które sięgnąć w trakcie malowania, tworząc całość taką, jaką sobie wymyśliłam.

Albo do gry w szachy. Bezsensowne jest poruszać pionkami po czystej kartce papieru. Ruchy nie mają ani konkretnego celu ani znaczenia. Ale w momencie, gdy podkładamy szachownicę oznaczoną odpowiednio polami, wiemy już jakie w danym momencie wykonać posunięcie, gdzie iść, by wszystko nabrało treści i wydźwięku albo co poprawić, by poszło nam lepiej. Wiedząc co chcesz osiągnąć w przyszłości, musisz myśleć i podejmować decyzje na bieżąco, świadomie trwać w tym momencie.

Ćwiczenie mięśnia świadomości przynosi efekty. Bo choć czasem przychodzi zapomnienie albo zagubienie, wiem już dokładnie jak wrócić w ten punkt.W teraźniejszość z wizją przyszłości. Miejsce pomiędzy niebem a ziemią.

 

 

*zdjęcie to kadr z filmu „Powrót do przyszłości”.
Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Dwie szkoły życia: Tu i Teraz oraz Przemyślane Planowanie – co jest lepsze?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s