Nie oceniaj książki po okładce. Czyli skąd się bierze zaskoczenie.

Do końca życia nie zapomnę pierwszego dnia szkoły w liceum. Nowe środowisko. Ekscytacja wymieszana z przerażeniem. Szybkie badanie terenu – z kim można zagadać, a na kogo lepiej nawet nie patrzeć. Po tylu latach wybucham śmiechem jak pomyślę, że w większości przypadków wnioskowałam błędnie…

Jedna z dziewczyn zrobiła na mnie wrażenie wrednej suki, mającej szemrane znajomości, że wystarczy jak krzywo na nią spojrzysz, a będziesz zbierał zęby z chodnika. Dziś jesteśmy wciąż w kontakcie i śmiało mogę powiedzieć, że to moja bratnia dusza.

Druga, która wydawała się kompletnym oszołomem, niezorientowanym w czasoprzestrzeni dryblasem przewyższającym wszystkich o głowę, dziś jest przykładną matką, zorganizowaną żoną i ma magistra.

Trzeci chłopak określany był jako sympatyczny i miły, nieco cichy ale spoko gościu. Uczuciowy, lojalny, towarzyski. Muchy by nie skrzywdził. Dziś jest już rozwodnikiem, który wpadł w szpony hazardu i poza wiedzą własnej żony zaciągnął długi, że oczy z orbit wychodzą. Po drodze zaliczył kilka zdrad, czego wcale nie traktował jako coś niepoprawnego.

Dlatego mówi się, żeby nie oceniać książki po okładce. Jedna szarobura może nas mocno zaskoczyć pozytywnie, a inna atrakcyjnie się zapowiadająca, zawieść i rozczarować.

Najbardziej smutny jest fakt, że jak sami nakreślamy sobie innych, ubierając ich we własną opinię, tak samo oni odziewają nas. I dzisiejsza sytuacja, która miała miejsce w moim życiu, skłoniła mnie do refleksji odnośnie kwestii noszenia masek. Bo nosimy maski. Czasem przywierają na stałe, czasem umiejętnie nimi żonglujemy. A co jeśli ściągamy maskę ale otoczenie wciąż widzi ją zamiast Twojej twarzy? Co jeśli zwracasz uwagę: hej, widzisz mnie? To jestem ja, to moja prawdziwa twarz! A w odpowiedzi usłyszysz, że masz okres, kryzys pogodowy, depresję, jesteś przepracowany, nie w sosie albo złośliwe zapytanie czy chomik Ci zdechł…

Właśnie dlatego pierwsze wrażenie jest takie ważne. To jak się zachowujemy, ubieramy, wysławiamy. Idąc tym tokiem rozumowania, można by pokusić się o stwierdzenie, że trzeba być wciąż napiętym jak guma procy gotowa do wyrzutu. Bo ludzie procesują Cię wedle własnego myślowego programu zaszczepionego przez media, kultury, rodziny… Za tym kryje się popularny efekt pierwszeństwa. Mówi on, że pierwsze informacje które otrzymamy, są dla nas bardziej wiarygodne niż kolejne, które zasłyszymy w danym temacie. Jaki z tego wniosek? Lepiej być przodownikiem w donoszeniu do szefa i umiejętnie wybierać kanał informacyjny w telewizji.

Co gorsza. Efekt ten ma też wpływ na to, jak będziemy oceniać drugą osobę, kontynuując znajomość. Jeśli do kogoś zostanie przylepiona etykietka mądrali, to już na zawsze nim pozostanie, choćby przestał się w ogóle odzywać. Jeśli kogoś określimy brudasem, to choć wypucowany będzie chodził 24 godziny na dobę, to my wpierw dostrzeżemy nikłe oznaki łupieżu lub drobny brud za paznokciem. Z kolei nazywając kogoś duszą towarzystwa albo najsympatyczniejszą osobą na świecie, nawet jeśli ich zachowanie przeczyć będzie danej tezie, podciąga się ich postępowanie wytłumaczeniem zbytnio nie odbiegającym od naszych pierwotnych wyobrażeń na temat takiej osoby. Ostatnio w telewizji mówią o chłopaku, co zadźgał taksówkarza. Mimo jednoznacznych faktów, jego opiekunka twierdzi, że to dobry dzieciak, więc ta zbrodnia z jego ręki jest niemożliwa…

Nawet słuchając wypowiedzi przyjaciela, kiedy siedzicie sobie przy kawce albo winku, dopasowujesz je pod kątem sposobu, w jaki o nim myślisz. Stąd rodzą się nieporozumienia niekoniecznie wynikające z faktu, że formułujesz coś przez pryzmat własnych przekonań osobistych czy idei ale poprzez przeświadczenie, że wiesz lepiej co dana osoba miała na myśli, bo przecież ją znasz.

Co gorsza przyzwyczajamy się do ról, jakie przypisują nam inni i często zapominamy się, ogrywając radośnie teatrzyk według nakreślonego scenariusza, gdzie niekiedy plują nam w twarz, a my dalej tańcujemy roześmiani. Ja dziś właśnie się ocknęłam, zmęczona wiecznym wylewaniem na mnie żółci. I jaką odpowiedź otrzymałam? Że w przeciwieństwie do X i Y ze mną można normalnie porozmawiać, więc stąd pisanie dosadnie i szczerze, skąd ten ból dupy u mojej rozmówczyni. Choć wydawać by się mogło, że podlatuje tu pochlebstwem, postanowiłam nie pozostawać w roli konfesjonału na gorzkie żale. Sposób rozmowy można zmienić. I rodzaj kontaktu także. Trzeba się nie bać weryfikować znajomości i mówić głośno, kiedy ktoś przekracza nasze granice. Wpierw jednak, otwórzmy oczy, by dostrzec wyraźnie gdzie te NASZA granica się znajduje…

Tak sobie wymyśliłam, że przesiąknięta różnorodnymi informacjami o ludziach, którzy mnie otaczają, zachowam wizerunek o nich z tyłu głowy. Jednak będę ich słuchać jakbym rozmawiała z nimi pierwszy raz. Z zaciekawieniem i zainteresowaniem ich intencjami, przemyśleniami, czy tokiem rozumowania. Wyzwanie trudne. Myślę, że warte podjęcia się go. Ileż ciekawych rzeczy można się dowiedzieć o innych czy o sobie, wyjmując korki z uszu i zdejmując klapki z oczu. Nie sądzicie?

Reklamy

12 uwag do wpisu “Nie oceniaj książki po okładce. Czyli skąd się bierze zaskoczenie.

  1. Klasyfikowanie ludzi jest potrzebne bo oszczędza nam czasu, pozwala jakoś uporządkować otoczenie 🙂 nie ma co się biczować, że oceniamy po pierwszym wrażeniu, bo ktoś nam się z kimś kojarzy itd 🙂 jak człowiek zdaje sobie z tego sprawę, to daje drugiemu szansę i się nie zamyka 🙂 Każdy z nas jest skomplikowaną jednostką i żeby go dobrze poznać trzeba zjeść przysłowiową beczkę soli, a to robi się powolutku 😉

    Polubione przez 1 osoba

    1. Zgadzam się i nie zaprzeczę, bo udowodniono nawet, że tak właśnie działa ludzki mózg w trybie oszczędzania energii i by nie zalała nas fala informacyjna, bo byśmy utonęli – dlatego „szufladkujemy” wszystko dokoła. W tym także ludzi.

      Oczywiście, że nie ma się co biczować. Dla własnych korzyści warto za to poddawać się refleksjom odnośnie tego, kogo w jakie etykietki ubraliśmy. Bo ludzie niestety nie potrafią powiedzieć wprost, że coś ich boli albo nie życzą sobie tego czy owego. Zwyczajnie ze strachu przed odrzuceniem, zignorowaniem czy wyśmianiem.

      I to niezamykanie się na ludzi to po mojemu, przede wszystkim nie ograniczanie się i nie pozostawianie w kręgu opisu wytworzonego we własnym umyśle o danej osobie. Choć może z drugiej strony, kiedy jakaś super laska nagle zakochuje się w jakimś łysym misiaczku, bo ten kojarzony przez nią z łamagą i tchórzem, nagle broni ją przed bandytą i puf! Dzieje się magia, jesteśmy zaskoczeni, stereotypy padają jak mury obronne, a my jakby odświeżamy na nowo smak życia 🙂

      Polubione przez 2 ludzi

  2. Ocenianie po okładce ma swój cel: ma nas uchronić przed wyborem znajomości, które będą dla nas niekorzystne, a nawet i niebezpieczne. Chociaż dzisiaj jesteśmy tak wymieszani, że można zaprzyjaźnić się z typowym bezdomnym, podczas gdy miły staruszek obok Ciebie to najgorszego rodzaju patologia. Myślę, że robimy tak, bo podświadomie chcemy się chronić, ponieważ nasza psychika nie dostosowała się jeszcze do okrutności dzisiejszych czasów.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Zgadzam się, to jest funkcja poznawcza bardzo ważna w życiu, która nas chroni i przed typem z siekierą każe uciekać:-)
      Bardziej chodziło mi o fakt,że już raz utworzona ocena wpływa na nasze dalsze postrzeganie,które w rzeczywistości może być bardzo mylące, jak na przykład moje licealne „rozeznanie” o którym piszę na początku.
      I to,poniekąd ograniczanie się, pragnę zminimalizować 😀

      Polubione przez 1 osoba

  3. Strasznie chciałam skończyć liceum i znaleźć się w innym otoczeniu, bo ludzie, z którymi chodziłam do klasy oczekiwali ode mnie zachowania, do którego się przyzwyczaili i ciężko mi się było z tych kolein wyplątać. Od tego czasu staram się nie dzielić zachowania innych na „w ich stylu” i „nie w ich stylu”.

    Polubione przez 1 osoba

    1. No właśnie znam to doskonale. Dasz się poznać od jednej strony to potem każdy jeden „odchył” od normy, budzi zdziwienie i lawinę stwierdzeń- nie znałam Cię od tej strony. Czasem z optymizmem, czasem z niesmakiem i potępieniem. Mimo wszystko trzeba pozostać sobą. Bo ludzie w życiu odchodzą i przychodzą, a ze sobą jesteś przez cały czas do końca. Zdecydowanie lepiej szanować siebie i lubić za własne myśli,uczucia i decyzje niż czuć wewnętrzną nienawiść próbując dostosować się do woli innych i ich wizji o nas 😀

      Polubienie

      1. U mnie się akurat złożyło dobrze, że i tak szkołę kończyłam, a nowi znajomi uznali, że po prostu tak się zachowuję, jak się zachowuję. To i ze starymi znajomymi łatwiej było prowadzić rozmowy w stylu „nie chcę być całe życie niezmienna i taka sama”. 😀

        Polubione przez 1 osoba

  4. Czasem człowiek mimowolnie wpada w jakąś rolę i nie jest w stanie z niej wyjść. Ja tak kiedyś miałam z rodzicami, może to była kwestia tego, że wyrosłam z roli małej córki, a moi rodzice nie mogli tego zrozumieć. I ciężko było walczyć z nimi i ze sobą samą, żeby nie być postrzeganą jak ktoś niedojrzały. W tym wypadku to nie jest łatwe, bo dla rodziców zawsze będziemy dziećmi, bez względu na to, ile lat mamy. 🙂

    Polubienie

  5. Zgadzam się z tym artykułem w zupełności. Przeczytałem także komentarze i w sumie jest tam to, co już chciałem napisać.

    Przez całe nasze życie zobaczymy wielu ludzi – różne miejsca, jak: szkoły, pracy albo nawet przechodząc ulicą. Niemożliwe by było poświęcić czas każdemu człowiekowi, by poznać go dogłębnie. Stąd taka selekcja, czyli mechanizm ludzkiego umysłu. Selekcja działa nie tylko w odniesieniu do ludzi, a także rzeczy na które zwracamy uwagę każdego dnia (więc i poświęcamy im czas) w naszym otoczeniu. Wolimy jednak to, co znane niż ryzykować poznając nowości.

    Znalazłem taki mały sposób, żeby ulepszyć ten wpis jeszcze bardziej:
    „To jest ja, to moja prawdziwa twarz!”
    „Żeby dostrzec wyraźnie gdzie te NASZA granice się znajdują…”

    I muszę przyznać, że ten blog to taka miła przystań w internecie, gdzie można poczytać coś mądrego i wartościowego – zarówno od autorki, jak i komentujących. 🙂

    Polubienie

    1. Już poprawiam błędy,dziękuję za wskazanie hihi. Bo jak pisze to na gorąco ,bez wcześniejszego planowania zazwyczaj 😀

      I jest mi niesamowicie przyjemnie i miło za ciepłe słowa. To jest jednak taka piękna motywacja,by kontynuować dalej dzielenie się sobą 🙂
      Dziękuję serdecznie 😀

      Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s