Odpuść już rodzicom, oni też nie wiedzieli co czynili.

Złość i żal do rodziców wciąż tli się w Twoim sercu małym, acz gorliwym węgielkiem. Bywa, że porażka piecze niemiłosiernie jak ślad po pasku, który pozostał na tyłku po wymierzeniu kary. I wraz z wiekiem, kiedy dowiadujesz się, że wiele rzeczy mogli zrobić inaczej, w inny sposób Ci przekazać, denerwujesz się i budujesz między Wami solidny mur z pretensji i niespełnionych ambicji.

Natchniona ostatnimi wieloma rozmowami, które zaczepiały albo głęboko zanurzały się wręcz w tematyce konsekwencji wychowania, postanowiłam napisać kilka słów o tym, jak dużą wagę przywiązujemy do naszych wspomnień z dzieciństwa. Jak bardzo przeżywamy to, co już było i nie wróci więcej. I fakt, jak łatwo i bez głębszych refleksji tłumaczymy zachowania własne i innych przez pryzmat tego, czego doświadczyli w młodości w relacjach z rodzicami. Jako, że Polaków ulubionym zajęciem jest narzekanie, skupimy się na tych negatywnych wnioskach powstałych z okresu dorastania.

DZIECKO NIE SŁUCHA. DZIECKO NAŚLADUJE.

Choćbyś prawił dziecku najświętsze prawdy i wyrażał się do niego kwieciście niczym wytrawny poeta, to dziecko nie usłucha. Ono będzie Ciebie obserwować i uczyć się. Potem będzie sprawdzać, na ile może sobie pozwolić. Mówisz mu, że palenie jest złe, choć dzieciak widzi Cię regularnie z fajem w zębach? Jest ogromne prawdopodobieństwo, że także zacznie nałogowo palić.

Uczymy się życia naśladując i porównując. Popatrz tylko jak kłócisz się ze swoim partnerem, a potem skup się mocno i przywołaj w pamięci chwile, kiedy byłeś świadkiem awantur rodziców. Założę się, że nagle spostrzeżesz, że zachowujesz się zupełnie jak własna matka – unosisz głos, intensywnie gestykulujesz albo wymownie milczysz i unikasz konfrontacji. A może jak ojciec- starasz się załagodzić sytuację, bierzesz winę na siebie lub obrażasz się i trzaskasz drzwiami? Wariacji jest bez liku.

Wiele badań dokumentuje fakt, że dzieci, które obserwowały rodziców alkoholików radzących sobie ze stresem właśnie poprzez picie, będą w ten sam sposób szukać relaksu. Inne z kolei, będące świadkiem przemocy w rodzinie, będą ją uznawać za słuszne ( a często jedyne możliwe) rozwiązanie wielu kwestii. To samo z ubogim kontaktem fizycznym i emocjonalnym. Kiedy tego brakuje wobec dziecka, ono także będzie miało trudności z dzieleniem się własnym stanem wewnętrznym i okazywaniem uczuć.

Możliwe, że teraz winę za własne słabości czy ograniczenia wewnętrzne zrzuciliście na swoich rodziców. Nie tędy droga. Obwinianie prowadzi jedynie do złości. Ta rodzi z czasem smutek i głęboki żal. Roztrząsając przeszłość i cedując odpowiedzialność za własne życie na kogoś innego, to najgorsze co możesz robić. Tracisz czas i energię. Zagłębianie się w czeluściach własnej żółci, którą pragniesz na kogoś ( najlepiej na rodziców bądź partnera) wylać, nie prowadzi donikąd. Co należy zrobić to uśmiechnąć się i podziękować sobie za czas na wgląd do wewnątrz, bo oto właśnie odkryłeś, skąd się wziął Twój problem z jakąś kwestią, bądź zgrzyty w relacjach z innymi. A skoro już wiesz, że Twoje postępowanie i myślenie jest jedynie wyuczonym (zaobserwowanym) działaniem, masz ogromne pole do popisu, bo własne nawyki, przekonania i sposób zachowania można zmienić.

JESTEŚ JUŻ DOROSŁY, SAM ZA SIEBIE ODPOWIADASZ.

Dlatego będąc świadom, jakie schematy i stereotypy wyniosłeś z domu, możesz je teraz zmienić bądź pracować nad poszerzeniem horyzontów w danym temacie. Nie jesteś nigdy skazany na to, co mówili Ci rodzice i jakie wartości wpajali w głowę. Jeśli traktowali siebie i Ciebie chłodno, a Ty już wiesz, że sam trzymasz dystans do partnera, choć on domaga się czułości, spróbuj coś z tym zrobić. Spróbuj się przełamać. Rozumiesz już, że nie jest to efekt jakiegoś problemu z Tobą ale skutek wychowania. Nic więcej. Także porozmawiaj ze swoją drugą połową, powiedz jej o własnych przemyśleniach. Powoli, w swoim tempie ćwicz otwieranie się na świat bliskości emocjonalnej. Z kolei jeśli próbowali Cię mobilizować poprzez porównywanie Cię do innych, lepszych w danej dziedzinie, wytykając Ci przy tym słabości i głupotę, prawdopodobnie masz niskie poczucie własnej wartości. Szczęśliwa wiadomość jest taka- że samoocenę można nauczyć się poprawiać na lepsze.

Sam zastanów się, o co masz żal do rodziców. W jaki sposób czujesz się skrzywdzony? Jest to temat trudny i bardzo dobrym krokiem w odkryciu własnych blokad i nieuświadomionych schematów postępowania, może być odpowiednia psychoterapia. Nigdy ale przenigdy nie żałuj ani czasu, ani środków w momencie, kiedy chodzi o Twoje samopoczucie, rozwój czy zdrowie. Nie zadbasz o siebie sam, to nikt inny tego nie zrobi za Ciebie.

TRUDNA SZTUKA WYBACZENIA.

„Na początku dzieci kochają swoich rodziców, potem ich osądzają i – bardzo rzadko lub wcale – wybaczają im.”
– Oscar Wilde

Prawdziwe przebaczenie poznasz po tym, że nagle czujesz jakby ubywało Ci kilka kilo albo znikał ciężki garb. Jest ono dostępne wyłącznie dla tych, którzy są świadomi istoty problemu, który wgryzł się w ich umysł i serce. I z całym przekonaniem, bez żadnych wątpliwości podejmują się tego, by urazy puścić w niepamięć. Niekiedy poczucie krzywdy jest tak silne, że pojawia się bunt i wściekłość. Bo dlaczego miałbym przebaczać komuś, kto uczynił ze mnie tego, kim sam jestem? Kto dał mi tyle cierpienia i bólu, że ich gorzki smak wciąż jestem w stanie czuć? Nikt nigdy nie zmusi Cię ani nie namówi do aktu wybaczenia. Bez szczerej chęci płynącej z Ciebie, będzie to po prostu niemożliwe. A tak naprawdę jest to jedyna droga, by wyzwolić się ostatecznie z ciężkich, mentalnych kajdan, jakie pozostały nam po niespełnionym dzieciństwie i krzywdach jakie doznaliśmy.

“Ojcze przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią

Tekst, który trafia w sedno. Kiedy uświadomisz sobie, że rodzice wychowywali Cię, powielając schematy tego, jak sami byli wychowani, łatwiej Ci będzie pojąć, że prawdopodobnie nie byli do końca świadomi skutków swego działania, bo ich przecież nauczono tego samo i jakoś żyją. Możliwe, że czuli gdzieś wewnętrznie, że źle robią ale racjonalizowali własne postępowanie, bo innego zwyczajnie nie poznali. Ty możesz wykazać się większą uwagą i otwartością na różnorodność. Wystarczy, że pozostaniesz czujny i będziesz starał się obserwować własne myśli i zachowania i gdy wyłapiesz coś, co wygląda Ci na rodem skopiowane z życia rodzinnego, czego akurat nie aprobujesz – działaj. Zmień postępowanie na takie, które jest prze Ciebie pożądane. Masz na to wpływ. Ty decydujesz.

Nie jesteś kopią swojego rodzica. Czy tego chcesz czy nie. Jesteś odrębną, myślącą jednostką. Jeśli uważasz, że Twój problem wynika ze sposobu wychowania Ciebie, to nie musisz się temu poddawać popadając w czarną rozpacz i użalając się nad sobą, pielęgnując przy tym nienawiść do rodziców.

„Wychowanie bez błędów nie istnieje. nic takiego nie istnieje. I nie tylko nie istnieje, lecz wręcz nie powinno istnieć. Rodzice są ludźmi, popełniają więc błędy i nie wiedzą wszystkiego. Natomiast odpowiedzialni rodzice nie są mitem. Przeciwnie. Dzieci mają prawo do odpowiedzialnych rodziców. Przyznawanie się do błędów albo niewiedzy jest prawidłowym zachowaniem ze strony rodziców. Powinno ono zarazem być uzupełnione przez dążenie do naprawiania błędów oraz poszukiwania odpowiedzialności”. J.G. Woititz

Twoi rodzice są także ludźmi. Mają własne życie. Przeżyli sukcesy i porażki. Serce nie raz im krwawiło. Mieli swoje problemy i mętlik w głowie. Obejmowała ich niepewność, bezsilność paraliżowała, strach pętał umysł. Gubili się i znajdowali. Wątpili, płakali, śmiali się, wpadali w histerię, cierpieli. Nikt im nie dał instrukcji jak wychować dziecko. Zrobili to w sposób jaki potrafili i jaki był im znany. Nie osądzaj ich zbyt ostro, bo sam możesz zostać osądzony. Skoro jesteś tu i to czytasz, wiedz, że możesz dokonać w sobie zmian. Możesz poczuć ulgę. Zrozum, że Twoi rodzic tak jak i Ty , są ludźmi, którzy poszukiwali sposobu na życie i mierzyli się z przeszkodami, jakie im ono stawiało. Nie raz się mylili. Sobie pozwalasz na błądzenie jako oczywistą część życia, w poszukiwaniu siebie. Zaakceptuj więc, że Twój rodzic także miał do tego pełne prawo i może próbował jakoś odnaleźć własną drogę.

Dzieciństwo się skończyło. Czas przestać się karmić bolesnymi wspomnieniami i żalem. Czas odpuścić. Przebaczyć i zapomnieć. Czas zająć się sobą, zamiast w myślach wyliczać błędy rodzicom. Nic już nie zmienisz. Jedyne na co masz wpływ, to Twoje własne myśli i nastawienie. To możesz doskonalić nieustannie. Więc zamiast doglądać jak rosną chwasty, pozbądź się ich i zasadź ziarna kwiatów, które pielęgnując i okazując im uczucie oraz zrozumienie, wyrosną na najpiękniejsze jakie tylko widziałeś.

 

Reklamy

6 uwag do wpisu “Odpuść już rodzicom, oni też nie wiedzieli co czynili.

  1. Z Twoim postem całkowicie się zgadzam.

    W każdym razie myślę, że nie jest to takie proste (by odpuścić), gdy z rodzicami się dalej mieszka, więc w związku z tym dalej mamy do czynienia z ich przekonaniami, a nawet i próbą ich kontroli nas, bo „wiedzą lepiej”. To tylko wzmaga złość, ponieważ nikt nie lubi, gdy ktoś za niego decyduje, gdy ten sobie tego sobie nie życzy.

    Często także chcą być uznawani za autorytety i uważają, że ich dziecko nie ma racji, ponieważ oni są dużo starsi i więcej przeżyli. Niewątpliwie, przeżyli więcej, ale nie zapominajmy o tym, ile dzisiaj mamy tyle źródeł wiedzy. Uważam, że dziecko, które ma sporo przemyśleń, empatii i dużo czyta choćby w tematach psychologii, relacji międzyludzkich, ludzkiej egzystencji może po prostu lepiej rozumieć pewne rzeczy od jego rodziców (którzy spędzają czas po pracy przy TV lub rozmowie o tym co w… pracy).

    Nie zapominajmy też, że doświadczenie to jedno, a wnioski z niego wyciągnięte to drugie. Pewien człowiek, który odniesie porażkę, może użalać się i mówić, że życie jest do kitu (ja tu nie neguję wyrażania emocji, bo to także jest potrzebne). Inny, przy podobnej porażce, spojrzy na nią z dystansem i czegoś się nauczy. Zmierzam do tego, że ludzie (w tym właśnie rodzice, bo też nimi są), popełniają różne błędy i to wielokrotnie. Mnie oczywiście także to dotyczy, a sprowadza się to najczęściej do braku świadomości tych błędów lub możliwości znalezienia w danej chwili rozwiązania.

    Oczywiście, każdy ma prawo do pomyłek i jest to jak najbardziej w porządku. Szkoda, że nie każdy zwyczajnie daje sobie prawo do nich – w tym właśnie rodzice. Na ich barkach leży spory ciężar i uważają, że jako rodzice nie powinni przy dzieciach pokazywać, że też się mylą albo jakichś oznak słabości (no i ten schemat jest powtarzany później przez dzieci). Widzę tu chęć stania się jakimś autorytetem, ale to iluzja. Na pewnym etapie, ludzie (uogólniając), szukają swojej drogi, więc odrzucają autorytety. Dlatego inwestowanie swojej siły w autorytet, gdy dziecko jest już dorosłym człowiekiem, traci sens. Warto zacząć traktować swojego syna jako osobę, która także już coś o życiu wie.

    Chciałbym jeszcze wspomnieć, że bardzo zgadzam się z tym, że dzieci naśladują, zamiast słuchać. Wiele wyciągają z zachowania rodziców i ich relacji do siebie. Często powtarzam, że świadomość i obserwacja są po prostu podstawą, jeśli chcemy postępować lepiej od swoich rodziców.

    Ale może się mylę. Może faktycznie za mało przeżyłem i tutaj się tylko „wymądrzam”. Mam siebie po prostu za dosyć inteligentną osobę, lecz to także może być iluzją, prawda? 🙂

    Polubione przez 2 ludzi

  2. Cóż za wyczerpujący komentarz. Czytałam z ogromnym zaciekawieniem. Pozwoliłam sobie odpowiedzi podzielić wg Twojego rozmieszczenia tekstu:)

    Oczywiście, że nikt nie lubi jak się mu wtrąca nachalnie pięć groszy. Szczególnie jeśli to właśnie jest przemożna chęć wpłynięcia na naszą decyzję.

    „Często także chcą być uznawani za autorytety i uważają, że ich dziecko nie ma racji, ponieważ oni są dużo starsi i więcej przeżyli.” – zgadza się! Niejednokrotnie sama się przekonałam, że metryka nie ma związku żadnego z dojrzałością umysłową oraz zdroworozsądkowym podejściem do sprawy..

    „Zmierzam do tego, że ludzie (w tym właśnie rodzice, bo też nimi są), popełniają różne błędy i to wielokrotnie. Mnie oczywiście także to dotyczy, a sprowadza się to najczęściej do braku świadomości tych błędów lub możliwości znalezienia w danej chwili rozwiązania.” – nikt nie jest alfą i omegą, ani nie ma w głowie rejestratora wykrywającego błędy. Tak naprawdę, jak już się dojdzie do tego, że coś poszło jednak nie tak, jak sobie tego życzyliśmy, zamiast ruminować lepiej będzie poszukać pozytywów i przekształcić porażkę w osobisty sukces. Jakim jest chociażby właśnie wyciągnięcie lekcji życiowej z konsekwencji działania. A pokazując dziecku, że potrafimy się przyznać do błędu sprawia, że i ono uczy się akceptować w sobie tą słabszą stronę ludzkiej natury, która mądrze wykorzystana sprawia, że właśnie stajemy się silniejsi.

    „Może faktycznie za mało przeżyłem i tutaj się tylko „wymądrzam”- nikt nie poda ani ostatecznego wieku ani ciężaru poniesionych doświadczeń, by móc zmierzyć, że ktoś ma stuprocentową rację i ma odpowiednią ilość lat do wypowiadania się w jakimś tam temacie. Nic dla wszystkich nie będzie jednoznacznym określnikiem, że ta osoba może zostać autorytetem.

    Jak już cytowałam raz mądrego Marka Aureliusza: Wszystko co słyszymy jest opinią, nie faktem. Wszystko co widzimy, jest punktem widzenia, nie prawdą”. Także dzielić się wiedzą i doświadczeniem to dobra rzecz – nie wymądrzanie. A to, co ktoś z tym już zrobi, to już oddzielna sprawa jest 🙂

    Polubione przez 1 osoba

    1. I ja również z zaciekawieniem czytałem Twoją odpowiedź.

      To dla mnie (przed wszystkim) kolejne potwierdzenie, że każda opinia jest warta uwagi. Cytat Marka Aureliusza jest jak najbardziej trafny. Naprawdę nie wiem, kim trzeba być, żeby stawiać „fakty” – myślę, że tak się utarło, że gdy większość osób określa tę samą sytuację w ten sam sposób, to nazywamy ją „faktem”. Samo słowo „fakt” budzi zresztą wrażenie, że osoba je stosująca ma całkowitą rację.
      „Faktem jest, że zachowałaś się karygodnie!”
      „Myślę, że zachowałaś się karygodnie!”
      Ja czuję różnicę od razu. Pierwsza wypowiedź praktycznie nie daje pola do żadnej dyskusji – tak jest i koniec.

      Nie mam potrzeby odwoływać się do fragmentów Twojej wypowiedzi. Myślę, że wszystko jest jasne i zrozumiałe dla mnie. 🙂

      Dzięki za szybką odpowiedź!

      Polubienie

  3. Częściowo mogę się zgodzić, ale:

    To, czego uczymy się od rodziców odciska się na naszym życiu jako odruch. Widząc ojca/matkę z alkoholem kodujemy w głowie już od małych lat taki widok i staje się on dla nas rutyną. Tego nie można wybaczyć za nic, bo tak powstaje patologia. Dzieci tracą szansę na normalne życie, a ucieczka z tego piekła jest bardzo ciężka. Moim zdaniem na rodzicielstwo powinna być licencja, bo wielu ludzi ma dzieci, bo „trzeba”, a potem wychowuje swoje małe kopie, które rosną na ich frustracjach, niepowodzeniach i mamtowdupiźmie, powtarzając cykl. Bo nie znam rodzica, który w pewnym momencie nie zacznie suszyć głowy o to, kiedy będą wnuki. Bo nie jest ważne to, jak przekazać najlepsze wartości tylko o to, by się rozmnożyć i żyć w przekonaniu bycia pokrzywdzonym… Tego nie można wybaczyć. Takiej głupoty nie można wybaczać. Nie powinno się wybaczać, aby tego samego błędu nie popełnić.

    Polubienie

  4. To i ja dodam swoje trzy grosze. Temat jest szeroki i dość skomplikowany, ale generalnie zgodzę się, że aby żyć dalej własnym życiem trzeba rodzicom wybaczyć, albo przynajmniej pogodzić się z tym co nas w przeszłości spotkało i też z tym, że nie da się tego zmienić. Czasami to jest bardzo trudna i skomplikowana droga, czasami bez pomocy się nie obędzie, ale się da zostawić za sobą przeszłość (co nie znaczy zapomnieć o niej) i iść dalej 🙂

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s