Abecadło z pieca spadło: AKCEPTACJA

Życie to walka. Tak mówią. Walka z nałogiem, walka z otyłością, walka z ciemnotą, walka z uprzedzeniami, walka z nawykami, stresem, tremą. Walka… z samym sobą. A co gdyby zamiast walczyć, pogłaskać się po głowie, niczym wyrozumiały dziadzio niesfornego wnuka?

WOJNA TO SUMA WIELU BITEW

Walczymy ze sobą i naszymi słabościami, bo nie chcemy ich zaakceptować. Potrzebujemy zmian i wierzymy, że nam się uda. Mamy lepszą bądź gorszą motywację, płynie ona z zewnątrz albo płynie z wewnątrz ( zdecydowanie lepiej). Zaczynamy poszukiwać, obierać metody, sposoby działania. Najczęściej rozpoczynamy trudną wojnę, liczoną w postaci wielu bitew. Każda przegrana bitwa to mentalne cięgi i samobiczowanie.

Upór przeradza się w siłę. Siła sprawia, że pełni wiary w siebie działamy, a skutki, jak każdy na pewno wie z własnego doświadczenia, bywają różne. Sukces versus porażka. Ten dychotomiczny podział świata mocno nas ogranicza i w przypadku powtarzających się fiask, wywołuje frustrację i przynosi jedynie zwątpienie w samego siebie. Przyczyn klęsk zaczynamy szukać właśnie w sobie. Pomniejszanie własnych osiągnięć, ubliżanie sobie, porównywanie się z innymi (lepszymi w danej dziedzinie od nas albo z tymi, którym się udało coś zmienić), oczernianie i nakręcanie spirali samoudręczania, prowadzi nas w jednym kierunku – przegrania wojny. Plus poczucie zmarnowania czasu, cierpienie i smutek oraz obniżona samoocena i zachwiane poczucie własnej wartości.

Dlatego odpowiedz sobie na pytanie sam, korzystając ze wspomnień własnego doświadczenia – czy wojna z samym sobą to dobra metoda na wprowadzanie zmian w swoim życiu? Czy rozliczanie się z każdej bitwy ( szczególnie tej przegranej) jest dla Ciebie konstruktywną czy raczej destrukcyjną formą motywowania się?

POTĘŻNY UMYSŁ I JEGO WYTWORY

Twój mózg Cię kocha ale siebie kocha bardziej. Dba o własne zużycie energii i bezpieczną egzystencję. Zastanów się, co się w Tobie dzieje, kiedy przymierzasz się do wielkich zmian albo czeka Cię ważne wydarzenie – występ przed publicznością, ważna dyskusja z partnerem, rozmowa o pracę, odchudzanie, rzucanie palenia, wyjazd do obcego kraju, zmiana otoczenia, prośba o podwyżkę do szefa, kontrola finansowa, audyt, ….. ( wstaw co tylko czujesz i myślisz).

Otóż Twój mózg od razu reaguje włączając tryb ochronny. Czyli mówiąc jaśniej- przedstawia Ci przeróżne, mniej lub bardziej prawdopodobne scenariusze, będące efektem podjęcia przez Ciebie danego działania, skupiwszy się głównie na tych negatywnych wizjach.

Mając przed oczami przeszkody, przykre sytuacje, nieprzyjemne doświadczenia Twój umysł ma nadzieję, że zrezygnujesz z działania. DLATEGO WSZELKIE WAŻNE INWESTYCJE I ZMIANY W ŻYCIU NAZYWA SIĘ WŁAŚNIE „WALKĄ”. Bo zmagasz się przede wszystkim sam ze sobą i arsenałem własnych emocji i uczuć, a największy z nich jest strach. Twoja motywacja do działania pochodzi więc z niechęci do bieżącego stanu rzeczy. Zdecydowanie lepiej, gdy płynie ona z Ciebie, jako potrzeba zmian na lepsze.

POTĘGA PŁYNĄCA Z AKCEPTACJI

Powiem Ci teraz co robić, kiedy Twój nadopiekuńczy umysł zalewa Cię falą przerażających wizji skutków Twojego działania.

Mam metodę, którą stosuję sama i dość szybko i sprawnie sobie wyćwiczyłam. Jest prosta i ogranicza się do używania mózgu, choć jeśli wolisz – możesz notować. Trenowanie siebie pozwoli Ci lepiej przygotować się na to, co niesie przyszłość, przewidzieć ewentualne przeszkody i opracować plan ich pokonania/ominięcia/poradzenia sobie z nimi.

Po pierwsze i najważniejsze skumaj w końcu, że jesteś człowiekiem i pomyłka czy porażka to tak naturalna część życia jak potrzeby fizjologiczne czy proces oddychania. Jest to dla Ciebie doskonała informacja zwrotna mówiąca, którą gałąź Twojego życia należy podreperować i skupić się najmocniej.

Po drugie – kiedy pojawiają Ci się w głowie czarne scenariusze, przy każdym z nich zadaj sobie pytanie: co może w tej sytuacji spotkać mnie najgorszego? Jak temu zapobiec? Co mogę zrobić a czego nie, żeby było lepiej? Gdzie i na czym należy skupić się przede wszystkim?

Po trzecie- jak już znasz wszelkie wersje wydarzeń według Twojego umysłu i wiesz co może się z Tobą w najgorszych wypadkach stać, a dodatkowo opracowałeś jakiś tam plan działania (zaradczy/naprawczy) to zaakceptuj toCzyli przyjmij to wiadomości i pogódź się z tym, że może pójść coś nie tak, że będzie źle albo nieprzyjemnie, że poniesiesz porażkę.

Przykład 1: Boisz się nawiązywać nowe znajomości/poznawać innych ludzi.

Dlaczego: Martwisz się tym, co o Tobie pomyślą i jak Cię ocenią.

Rozwiązanie: Zaakceptuj to, że każdy ma swój świat i ocenia wg własnych schematów. Tak naprawdę nie masz na to wpływu. No chyba, że będziesz udawać kogoś, kim nie jesteś (odradzam). Możesz się komuś spodobać albo nie. Nie czyni Cię to ani gorszym ani lepszym. Nic nie zyskujesz i nic nie tracisz. Nie wszyscy muszą Cię lubić i tak samo Ty nie musisz tolerować wszystkich. Lepiej mieć wąskie grono znajomych ale takich, przy których czujesz się swobodnie.

Przykład 2: Boisz się wystąpień publicznych.

Dlaczego: Martwisz się tym, że wyjdziesz na idiotę, że zostaniesz wygwizdany, że skażesz się na werbalne potępienie.

Rozwiązanie: Zaakceptuj to, że nie uszczęśliwisz wszystkich. Do jednego trafisz, do innego nie. Najważniejsze, byś był dumny sam z siebie. Komentarze adresowane do Ciebie są tylko ( i aż) informacją zwrotną jak zostałeś odebrany. Mogą pomóc znaleźć Ci aspekt nad którym sam postanowisz jeszcze popracować. Jakby nie było, na koniec masz prawo gratulować sobie odwagi za sam fakt działania.

Przykład 3: Próbujesz rzucić palenie/odchudzasz się/ zmieniasz nawyki/ etc.

Dlaczego: Martwisz się o swoje zdrowie, zależy Ci na ładnym wyglądzie, nie chcesz pachnieć nikotyną, ……. ( Twój powód).

Rozwiązanie: Zaakceptuj swoje słabości. Są częścią Ciebie, ale nie definiują Cię. Jeśli chcesz coś zmienić trzeba opracować dobry plan, rozbić go na drobne szczegóły i wyruszyć schodkami w górę ku sukcesowi. Świadomość, że czasem zatrzymasz się w drodze albo będziesz mieć słabszy dzień i zaleją Cię wątpliwości, zły nastrój, słabości itd. pomoże Ci ostatecznie wygrać bitwę mimo porażki. Bo akceptując swoje słabości, nie linczujesz się, lecz w dobrej wierze i szacunku wobec siebie, postarasz się więcej „nie grzeszyć”.

AKCEPTACJA TO NIE OBOJĘTNOŚĆ

Na początku sama zaczęłam trochę błędnie interpretować akceptowanie rzeczy i świata, takimi jakimi są. Jak coś się nie udało – ok, tak miało być. Jeśli ktoś był dla mnie niemiły albo źle mnie potraktował -ok, tak jest i trudno. Jeśli ktoś zrobił coś chamskiego albo źle się zachował niekoniecznie wobec mnie – no dobra, akceptuję.

Nie! Nie! I jeszcze raz nie. Zaakceptowanie rzeczy takimi jakie są, nie oznacza, że traktujemy wszystko bezpłciowo. Akceptujemy, że na świecie jest przemoc, nie pozwalamy jednak na nią wobec siebie i innych. Akceptujemy to, że mamy krzywe nogi/nadwagę/wielki nos/ inny problem estetyczny, aczkolwiek nie zamykamy się na możliwość zmienienia tego. Akceptujemy, że nasz partner ma dziwne hobby i nie ingerujemy w jego zainteresowania. Akceptujemy, ze na świecie jest brud i hałas, jednak na miejscu będzie porozmawiać z sąsiadem, który robi głośne imprezki, przez które nie możesz się wyspać i przy tym śmieci, zasmradzając klatkę.

CO CI TO DA?

Akceptacja daje Ci szersze spojrzenie na wiele kwestii. Inaczej zaczynasz traktować siebie, a także innych ludzi. Jesteś bardziej wyrozumiały i cierpliwy. Wzrasta także kreatywność, bo nie przesłaniasz sobie spojrzenia na daną kwestię wyimaginowanym lękiem czy złością. Jesteś też spokojniejszy i nie stresujesz się ani nie denerwujesz, bo wiedząc, na które rzeczy nie masz wpływu, nie marnotrawisz na nie energii. Masz wtedy czas zająć się naprawdę ważnymi i istotnymi dla Ciebie sprawami. I o to w życiu chodzi. Żeby umieć zająć się sobą najlepiej jak się potrafi.

 

„Ludzie, którzy potrzebują najwięcej akceptacji dostają jej najmniej, a ludzie, którzy potrzebują najmniej akceptacji dostają jej najwięcej.” Wayne Dyer

 

„Może nie wszystko ułożyło się po jej myśli, ale (…) tak to już bywa. Nauczyła się z tym żyć i kochać wszystko, co niesie ze sobą życie.” Lesley Lokko

 

Reklamy

3 uwagi do wpisu “Abecadło z pieca spadło: AKCEPTACJA

  1. Żyjemy w takim dzikim świecie, że ludzie mylą akceptację z terminem odnoszącym się do społecznej akceptacji, bycia w grupie, w centrum uwagi. Prawda jest taka, że akceptując swoje wady i podejmując wysiłek zmienienia ich na lepsze, stajemy się w centrum uwagi grupy, która tego nie potrafi. Dzieje się tak, ponieważ w ten sposób okazujesz niezależność od ludzi, którzy tego nie potrafią. A to jest wygrana walka. 😉

    Polubione przez 1 osoba

    1. Podpisuję się pod tym rękami i nogami hehe.
      Bardzo często akceptacja i umiejętność pracy nad sobą przynosi wymierne wyniki,które ściśle wiążą się z wyższą samooceną i poczuciem własnej wartości. Nie mylić z byciem dumnym pawiem 😛
      Więc ludzie albo Ci zazdroszczą i Cię nie lubią za to albo lgną do Ciebie pragnąc bycia takim samym- pewniejszym siebie. W każdym razie sztuka polega na robieniu sobie dobrze, nie krzywdząc przy tym umyślnie innych 🙂

      Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s