Kiedy nie wiesz czego chcesz, przekonaj się o tym, czego nie chcesz.

Zawsze zazdrościłam ludziom, którzy od momentu jak tylko skumali ludzką mowę wiedzieli, a wręcz czuli całym sobą, co chcą robić, jak chcą robić, z kim chcą to robić i jak to wszystko osiągnąć. Te wizje pomagały im z determinacją piąć się wyżej i iść dalej. A ja? Należę do osób, które nawet dziś, prawie po 30 latach wciąż mają wątpliwości…

QUO VADIS?

Zdecydowanie wiek zobowiązuje. Już w wieku 18 lat, kiedy nie zdążysz porządnie zachłysnąć się pełnoprawnym pozwoleniem do korzystania z życia, musisz już zdecydować, jak zamierzasz sobą pokierować.

Wybierasz więc studia. Rodzi się milion pytań. Iść za pasją, głosem serca? Rozsądek krzyczy jak opętany. Wiadomo, te po których lepiej zarobię są opcją ostateczną. Szczęśliwi Ci, których zainteresowania płynące z wewnątrz pokrywają się ze studiami, jakie obiorą, a po których mogą zarabiać kokosy.  Z drugiej strony może wcale nie chcesz studiować. Czujesz wiatr w żaglach i pragniesz zaznać niezależności finansowej. Stać się kapitanem własnej łódki, ciasnej ale własnej… Dobrze już wtedy wiesz, że dane decyzje zaważą o kolejnych latach Twojego życia.

We mnie trwała wojna. Mózg eksplodował od nadmiaru możliwości i rozstrzygania ich. Na której opcji wyjdę najlepiej w przyszłości? A że jestem osobą kreatywną i wyobraźnię mam ogromną, wersji mojego życia powstało srylion pięćset. Niezdecydowanie. To była najcięższa dolegliwość jaka mi wtedy dokuczała. Nie wiedziałam czego do końca chcę, a kiedy wydawało mi się, że wiem, okazywało się, że to może być wybór trefny i nie gwarantujący mi jakże upragnionej, wymarzonej, świetlanej przyszłości… Naprawdę szczerze marzyłam, by złapała mnie za rękę jakaś cyganka i powiedziała w twarz, co mam robić i jakie podjąć decyzje, żeby za X lać pławić się w szczęściu i wewnętrznej satysfakcji. Niestety. Nie ma tak łatwo.

ŚWIAT WALI SIĘ PO RAZ PIERWSZY…

Wyniki kwalifikacji na studia. Nie dostałam się na żaden z wymarzonych kierunków. Poniżenie, poczucie skretynienia, bezsilność i czarna rozpacz. Zaczęły się rodzinne dysputy i radzenie. Wróżenie z fusów własnego doświadczenia. W końcu rodzice, dziadkowie, wujkowie, ciocie i sąsiedzi mają już obcykane wszystko i receptę na szczęście i sukces chętnie mi wciskali, najczęściej bez proszenia ich o to.

Kryterium pierwsze – idź tam, gdzie najlepiej zarobisz! Księgowa albo gdzieś w biurze. Ale ja jestem z matmy do dupy, robota jest poważna, a przede wszystkim- kompletnie mnie to nie interesuje. Kryterium drugie – patrz kryterium pierwsze. I tak to ochłonęłam po jakimś czasie. Wybyczyłam się na najdłuższych i jednych z najlepszych w moim życiu wakacji ever. Oprócz wspomnień, pomarańczowej opalenizny i miłości do morza zyskałam w końcu pewność, gdzie chcę pokierować dalej moje kroki…Harowałam więc ciężko na czesne, bo zdecydowałam iść za głosem serca. Skoro nie dostałam się państwowo, pójdę prywatnie. Viva la prywata!

ŚWIAT WALI SIĘ PO RAZ DRUGI…

W trakcie studiów doznałam zderzenia z rzeczywistością. Nie było tak ciekawie i kolorowo jak sobie wyobrażałam. Do tego zabójcze czesne. Dorabiałam w tygodniu wisząc przez kilka godzin na słuchawce. Wtedy odkryłam, że nienawidzę pracy w call center. Jednak doskwierał mi mocno brak pieniędzy. Na życie, na zachcianki, na wypady do baru na piwo, na podróże, na modne ciuchy i książki… Postanowiłam zmienić tryb studiowana na zaoczny i pójść do pracy.

Dopięłam swego, ale… studia zaoczne okazały się kompletną porażką. Praca? Wielkim wyzwaniem i mimo, że miała wspólnego trochę z matematyką, spodobała mi się atmosfera rywalizacji i możliwość wykazania się. Młoda krew buzowała we mnie, gotowa byłam góry przenosić. Początki zazwyczaj są fajne…

Zrezygnowałam ze studiów. Potem próbowałam kilkakrotnie rozpocząć inne kierunki, bardziej powiązane z zawodem. Jednak brakowało mi zapału, brakowało chęci. Coraz wyraźniej dostrzegałam, że praca mnie wykańcza. W wieku lat 23 miałam zmartwienia i naprawdę poważne problemy, których nie rozumieli moi znajomi zajęci studenckim życiem, imprezami, kombinowaniem grosza na drobne rozpusty i poznawaniem innych ludzi. 

Zaniedbania spowodowane zmęczeniem, przepracowaniem i okrutnym stresem doprowadziły do bankructwa moje zdrowie. Także to psychiczne. Wiele przykrych sytuacji się działo. Wiele takich rodem z filmu sensacyjnego. Aż w końcu zostałam bez pracy. Lata poświęcenia, wypruwania sobie żył, zarywania nocy, siedzenia po godzinach, odmawiania sobie przerw, wykazywania się ponad wszelką normę, rezygnowania z życia prywatnego, zaniedbania własnego zdrowia- zostałam „dla zasady” potraktowana jak śmieć, nic nieznaczący numerek w systemie. Tak. Byłam jedynie ID na monitorze ich komputerów z wynikami. Zachłysnęłam się więc poczuciem nieszczęścia i przyoblekłam maskę ofiary losu.  C’est la vie!

Wtedy odkryłam, że jeśli się poświęcać, to tylko dla siebie. Jak robić komuś dobrze, to nie naginając własnych granic. Jeśli wybierać dobro, to nie jakiekolwiek czy czyjeś, a przede wszystkim – własne. Dotarło do mnie, że tak naprawdę w pracy podobał mi się kontakt z ludźmi, nie praca sama w sobie. Zobaczyłam też, że jeśli chcę to potrafię. Włącznie z tym przenoszeniem gór.

GROSIK DO GROSIKA…

Jestem żywym dowodem na to, że nawet bardzo ciężkie doświadczenie jest niczym innym jak lekcją życiową. Choć z niektórymi, wątpliwie przyjemnymi kwestiami mojej poprzedniej pracy borykam się do dziś, jestem wdzięczna ( losowi? Bogu? karmie?) za to, co się wydarzyło. Przetrawiłam ten cały szajs i wyciągnęłam z niego wszystko, co dla mnie najlepsze.

Stałam się silniejsza. Wiele ludzi mówiło mi wtedy, że na moim miejscu nie daliby rady. Że podziwiają mnie za mój optymizm,siłę, dystans. To było miłe, to pomagało mi dostrzegać efekty mojej pracy  nad sobą. Nie byłabym dziś tym, kim jestem, gdyby nie te wszystkie dołki, w które wlazłam po drodze.

Poznałam życie, zebrałam trochę doświadczenia, kolekcjonuję kilka niewidocznych dla oka blizn. Ukształtowałam się na nowo, zebrałam do kupy i już nie raz wystrzeliłam jak feniks z popiołów. Tego się właśnie nauczyłam poprzez trudy, które napotkałam.

Że nic nie trwa wiecznie, medal ma zawsze minimum dwie strony, pewne rzeczy trzeba zaakceptować i pójść dalej, dystans to lekarstwo na wszystko czego doświadczam oraz, że najwięcej cierpliwości, przebaczenia i zrozumienia trzeba mieć dla samego siebie.

NA ROZSTAJU DRÓG

Co Wam mogę powiedzieć, to że nikt tak naprawdę nie wie, co się z nim stanie i gdzie wyląduje. Nie zawsze plany wypalają, nie zawsze idzie po naszej myśli i bardzo często mijamy się gdzieś po drodze z naszym wyśnionym przeznaczeniem.

Pocieszający jest fakt, że mimo iż nie wiem, czego tak do końca pragnę w życiu, co jest on the top of my list ( bo zmienia się to wraz z biegiem lat), to wiem doskonale czego nie chcę, co mi się nie podoba i czego będę w trakcie trwania owej egzystencji unikać.

Każdy dołek w który wpadniesz podczas podróży ku spełnieniu własnych marzeń, pomoże Ci uniknąć kolejnych dołków, a przynajmniej nauczy jak z takiego dołka sprawniej wyleźć, jeśli się już w nim znajdziesz.

Wybory to ludzka codzienność. Wczorajsze tworzą Twoje dziś, dzisiejsze Twoje jutro. Wspaniale jeśli wiesz, co i jak ma być nazajutrz. Zacnie równie i genialnie, jeśli odkryłeś to poprzez wyczołganie się z jakiegoś dołka i dowiedziawszy się tego, czego naprawdę nie chcesz. Łatwiej wtedy na horyzoncie dostrzec punkt, do którego zapragniesz dotrzeć.

„Porażka może nas nauczyć więcej niż zwycięstwo”. Mistrz Joru z serialu Batman.

Reklamy

3 uwagi do wpisu “Kiedy nie wiesz czego chcesz, przekonaj się o tym, czego nie chcesz.

  1. Ciekawy artykuł i bliski memu sercu 😉 wydaje mi się, że faktycznie nie ma innego sposobu na odkrycir czego się chce i pragnie, niż próbowanie nowych rzeczy. Ja tak robię ignorując cichy głos, że deadline już minął 😉

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s