Refleksje przy kawie #1 : okłamywanie siebie.

Życie pisze najlepsze scenariusze. Poznajesz faceta, kolejny wyłowiony z kolejnego portalu. Może to wreszcie będzie TO. Więc jesteś miła, sympatyczna jak gitara elektryczna. I masz w głowie kilka zasad, kilka mądrych książek wykutych na pamięć. Ale okazuje się, co smutne, że wiedza sama nie wystarcza… Należy też stosować się do wyczytanych czy też własnych zasad…

Mam taką znajomą,

która kwalifikuje się już jedynie do odwiedzenia specjalisty. Mam na myśli specjalistyczną pomoc – psychoterapeutę, który pomógł by jej w dostrzeżeniu tego, czego nie może zobaczyć wygadując się kumpelom. Serce mi się kraja, bo dziewczyna czuje się jak pilot bez baterii i wciąż szuka, randkuje, poznaje. Za sam fakt, że się nie poddaje i ma odwagę – wielkie brawa. Jest dzielna i szuka. A stare, mądre powiedzenie mówi, że kto szuka ten znajdzie. Tylko co zrobić, jeśli problem nie tkwi w nietrafionych facetach ale we własnej głowie?

Lubowanie się w cierpieniu,

jak się okazuje, może być takim samym nawykiem, co palenie papierosów czy przysypianie do pracy. A nawet gorzej. O ile jesteś świadom konsekwencji związanych ze spóźnieniem się do pracy czy jarania jak smok, o tyle faktu, że masz zapędy masochistyczne, i tego co ze sobą robisz, zazwyczaj nie dostrzegasz. I tak piję sobie poranną kawę i zastanawiam się, jak mogłabym pomóc tej mojej koleżance, by dotarło do niej, jak bezsensowne jest skupianie się na tym, czego nie otrzyma od nowo poznanego gościa, jak ją zlewa, czy się odezwie, czy chce dalej ciągnąć z nią znajomość. Jak totalnie bez przyszłościowym jest uganianie się za kolesiem, który ewidentnie ma na ciebie wyrąbane. Obiecuje, że się odezwie ale tego nie robi. Proponuje spotkania, do których potem nie dochodzi, ciągle jest chory albo mocno zajęty i nie ma czasu odebrać telefonu. Halo! Każda szanująca się dziewczyna, nawet ze strzępkami dumy. wie, kiedy się wycofać, by zachować twarz. Ale nie ona. Tak bardzo jest spragniona miłości, tak mocno pożąda czułości. Aż dochodzi do tragedii. Again…

Gdy okazuje się, że ciało to za mało,

ponownie nadchodzi moment, kiedy jej wiara w miłość i siebie przede wszystkim podupada. Przykro jest słuchać, kiedy mówi, że nienawidzi siebie, że jest głupia i beznadziejna. Ona doskonale zdaje sobie sprawę, że notorycznie siebie oszukuje, że dopatruje się znaków tam, gdzie ich zwyczajnie nie ma. Myli zwykłą uprzejmość i życzliwość z zakochaniem i głębszym uczuciem. Czy to już jest desperacja? Owszem. I wciskanie sobie kitu aż uszami wychodzi. Kolekcje śladów na tyłku po kopnięciach od losu ma już pokaźną. Jednak ewidentnie dalej nie pracuje nad zmianą. Potrafi mówić o tym, jak powinna się zachować, posiada takową wiedzę. Jednak między teorią a praktyką okazuje się istnieć gargantuiczna przepaść. Czekam tylko, kiedy kolejny raz dostanie po dupie i wpadnie w ten dół. I zastanawiam się intensywnie, jak mocno trzeba zderzyć się z rzeczywistością, by dostrzec, że zmianę potrzeba zacząć od siebie. Że koniecznym jest zaprzestanie okłamywania się. Ile energii i czasu wymaga zrozumienie, że robiąc zawsze tak samo, dostanie to co zwykle. Chcąc zmienić sposób, w jaki traktują ją mężczyźni, przede wszystkim powinna zacząć myśleć inaczej sama o sobie.

Kiedy jest się jak wąż, co połyka własny ogon,

czyli mianowicie tkwiąc na własne życzenie w błędnym kole, z własnej woli należy też je przerwać, wyjść z niego. Tak to niestety działa, że rady bliskiej osoby nie są brane za mocno do serca. A bo wiesz, że tej osobie na Tobie zależy, więc zawsze będzie miła i mówiła Ci dobre rzeczy. Ale kiedy to samo zasłyszysz od obcej osoby, to nagle jakbyś dostał obuchem w łeb. Olśnienie! I tak dochodzę do wniosku, że jak trafi się na jej drodze w końcu chłop, który powie jej wprost, żeby się ogarnęła i zajęła sobą, to do niej dotrze. Albo odwrotnie. Będzie kompletna klapa. Jak widać między wiedzieć o czymś, a rozumieć daną kwestię jest ogromna różnica. Możliwe przecież, że ona podświadomie dąży do takich sytuacji bycia porzucaną, bo leży to u podstaw jej psychiki. Tak jak mówiłam wcześniej, tutaj już tylko pomocna dłoń psychoterapeuty pomoże. Gdyby zamiast inwestować kasę w zabiegi brazylijskiej depilacji, nauki tańca na rurze, by umieć lepiej wyprawiać akrobacje łóżkowe i podobać się jemu, zamiast kupować książki i poradniki w stylu „Jak znaleźć miłość swego życia” przeznaczyła to na samorozwój, jakiś coaching czy terapię, nagle mogłoby się okazać, że zmiana myślenia, choć czasem po drodze boli, modyfikuje także całą jej dotychczasową egzystencję. I odkrywszy fakt, że zmiana zaczyna się we własnej głowie, przeorganizuje własne życie i zamiast skupiać się na tym, czego jej brakuje, skupi się na tym, jak to zdobyć będąc szczęśliwą i czując pełnię już w tym momencie.

Konkluzja: Czasem nie wiesz ile musisz jeszcze w życiu wycierpieć, zanim znajdziesz drogę do samego siebie. Najgorszy jest jednak fakt, że najczęściej to cierpienie na owej drodze stwarzasz sobie sam. By dokonać zmian, nie wystarczy chcieć. Trzeba jeszcze praktykować własną wiedzę, ćwiczyć się i sprawdzać. Dawać sobie wielokrotnie szansę i przyzwolenie na popełnianie błędów. Jednak błędy te, traktować jak lekcje i starać się już nigdy ich nie popełniać. W końcu od tego mamy mózgi, by obserwować świat i siebie, a potem po swojemu, po przemyśleniach, wielu refleksjach, kreować to życie takim, jakie chcemy aby było.

Dostałeś w swoje łapska kawałek plasteliny zwanej życiem. Co z niej zatem ulepisz?

 

Reklamy

4 uwagi do wpisu “Refleksje przy kawie #1 : okłamywanie siebie.

  1. Każdy chyba zna taką osobę, która już w skrajnej desperacji szuka kogoś, byleby nie być samemu. Ludzie boją się samotności, bo nam się powtarza, że trzeba mieć chłopaka/dziewczyne, by być z kimś, z czasem założyć rodzinę i żyć według schematu. Bo kiedyś albo to rodzice decydowali z kim się dzieci mają żenić, albo decydował o tym przypadek (oczywiście przypadek nie musiał być z miłości). A dzisiaj kierujemy się miłością i odkrywamy jak mało ludzi potrafi kochać. Jeden kocha za mocno, inny w ogóle… Z tego rodzi się nieszczęście. Moim zdaniem trzeba wpierw szukać przyjaciela, takiego najlepszego, a potem robić z tego związek.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Ten moment, kiedy piszesz, że nie ma już takiego przymusu i ludzie kierują się bardziej sercem – mistrzowsko ujęte. Naprawdę.
      A z tym tworzeniem dobrego gruntu pod miłość masz całkowitą rację. Miłość romantyczna niech pozostanie na wielkich ekranach. Znajomość ugruntowana przyjaźnią i wzmocniona zaufaniem i szczerością to doskonały podkład pod „miłość na wieki wieków”. Amen. 🙂

      Polubione przez 1 osoba

      1. W ten sposób poznałem mją śmieszniejszą połowę. 😉 Żadne z nas związku nie szukało, ale zaprzyjaźniliśmy się i samo się potoczyło. 😉 Miłość nie potrzebuje przymusu tylko szczerości, tak jak to ujęłaś. 😉

        Polubione przez 1 osoba

  2. Samorozwój bardzo pomaga w ogarnięciu się i zaprzestaniu ciągłego, maniakalnego poszukiwania „drugiej połówki”. Jednocześnie pomaga wzmocnić samoocenę i tak jak już w innym poście wspominałaś, stać się o wiele bardziej wartościową i nadającą się do prawdziwego związku osobą. Trzeba jednak uświadomić to sobie samemu, bo niestety z doświadczenia wiem, podobnie jak ty, że do niektórych osób, w żaden skuteczny sposób, trafić się po prostu nie da.

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s