Ludzie taborety- uparta flądra, rzucanie telefonem i atak śmiechawki.

Nie znając pojemności czary goryczy wiesz jedynie, że sukcesywnie się napełnia. Odliczasz dni, a w końcu godziny i bach! Przelało się. Wczoraj właśnie doszło do tego u mnie w pracy. Wybrałam się na wojnę, średnio jednakże przygotowana. Mimo to przybrałam groźną minę, ze wzrokiem rozjuszonego byka i szczerząc zęby jak wilk weszłam do pokoju…

To co się wydarzyło. było jak grecki teatr full serwis – mieliśmy dramat, tragedię i ostatecznie… komedię. Czarną komedię.

AKT 1 – DRAMAT

Otwieram drzwi, wita mnie gęsta cisza. Wszyscy jakby na wdechu. Tylko Szef z półuśmiechem zaprasza mnie na kolorowe krzesełko naprzeciwko siebie do owalnego stołu. Nie muszę długo czekać. Uczestniczący – 4 osoby oprócz mnie, z tego jedna, która cały cyrk rozpoczęła- uparta flądra, wielka kierowniczka dla której „złotym środkiem” rozwiązania kwestii przeciążenia nadmiarem pracy jej podległej, jest zwalenie tej roboty na kogoś innego. Niekoniecznie jeszcze tą osobę w ogóle o takim planie i niecnym zamiarze informując. Flądra zaczyna swoje wywody tonem co najmniej zbyt pewnej siebie  Joan Collins z Dynastii. Patrząc mi prosto w oczy oświadcza, że dodatkowa praca z jej działu spada na mnie. Wszyscy patrzą w moim kierunku oczekując jakiejś reakcji, a ja słyszę tylko bicie własnego serca, czuję jak wzrasta mi ciśnienie i jedyne na co mam ochotę to przywalić Flądrze w ten jej kiepsko wykonany makijaż. Organizuję szybko myśli w głowie. Spokojnym tonem wypowiadam się, podaję rzetelne argumenty przeciwko tej idei i mówię wprost, że nie zgadzam się. Szef zaczyna wypowiadać się za Flądrę, atakuje mnie. Wiem co mówić ale nie wypada. Jestem w pułapce. Zaczął się dramat. 1:0 dla Flądry.

AKT 2 – TRAGEDIA

Tłumaczę szerzej dlaczego pomysł przekazania danych obowiązków z działu A do działu B to kiepski pomysł. Przykłady podaję naprawdę konkretne, udowadniające, że do tej pory brak kontroli działu A skutkował błędami. Szef znowu atakuje. A mnie wiadomo co trafia. Proszę o wezwanie mojej przełożonej. Jej to głównie dotyczy, a skoro okazuje się, że pracownik pracownikowi nierówny, a słowo warzone jest według ilości wcześniej wsmarowanej wazeliny, to ja nie miałam szans w pojedynkę jako szary pracownik z osobą na kierowniczym stanowisku. Przychodzi moja kierowniczka. Spokojny człowiek, ale do czasu. Wysłuchuje wątpliwie trafionych „pomysłów” kierowniczki z działu A. Flądra zgrywa inteligentną, chce pokazać kto tu rządzi. Tym bardziej, że kierowniczka działu B, a moja przełożona, jest także niejako nad nią i do niej należy ostateczna decyzja w niektórych kwestiach, między innymi w tej. Następuje wymiana zdać między obiema. Flądra próbuje zrobić kretynkę z mojej przełożonej i robi to w sposób złośliwy. Widać, że czuje się pewnie. Mojej kierownicze puszczają nerwy. Brudy należące do działu A, które leżały zakurzone, zostają wyciągnięte na światło dzienne i przedstawione szefowi. W miarę złości i słów, które wylewały się żywym potokiem z ust kierowniczki mojego działu B, pyrgała coraz to mocniej telefonem, nadając całej scenie mocy i tragicznego zabarwienia. Szef jest w lekkim szoku. Dopytuje Flądrę o szczegóły, spokojnym tonem zwraca jej uwagę. Flądra traci na pewności siebie. Dziwnie milknie ze wzrokiem utkwionym w stół. 1:1 dla obu działów.

AKT 3 – CZARNA KOMEDIA

Flądra traci orientację. Nie spodziewała się, że przemilczałyśmy wiele niewygodnych dla działu A szczegółów. Głos jej lekko drży, argumenty tracą na mocy. Szefowa działu B mówi jak się czuje i jak odbiera zachowanie kierowniczki działu A. Dochodzi to słownego policzka, mieszając w rozmowę pytanie poniekąd retoryczne – próbujesz wejść w moje kompetencje i sprawdzić na ile możesz sobie pozwolić? Jest ostro. Ja od jakiegoś czasu mam dziwny skurcz twarzy. Siedzę z krzywym uśmiechem ,prezentując się mniej więcej jak Joker z Batmana i próbuję zapanować nad odruchami, bo podśmiewam się co chwilę, cicho ale jednak. W obliczu tragikomedii, która ma w tym momencie miejsce, zdecydowanie mi nie wypada. Jednak to jest atak. Skupiam się więc na oddechu. Oczywiście w międzyczasie biorę udział w dyskusji. Zarzuty mojej szefowej popieram konkretnymi przykładami nieudolności działu A, mająca przy tym szeroki uśmiech na twarzy. Szefowi udziela się połowicznie mój stan. Zaczyna się już śmiać delikatnie z tego wszystkiego. Zapada decyzja – wszystko ma być tak, jak kierowniczka działu B zadecyduje. Ona ma ostatni głos w łańcuchu pokarmowym tej firmy. Zwycięstwo! 2:1 dla działu B. Szef opuszcza obrady. Flądra zmienia ton, łagodnieje. Bicz na tyłek zabolał. Gdy szef zniknął z zasięgu fonii, Flądra ciągnie bezsensowną dyskusję, licząc na to, że sama może jednak zdziała coś. Wszyscy już nie ukrywając irytacji śmieją się. Czarna komedia powoli dobiega końca.

LUDZIE TABORETY – MĄDRZEJSI JAK ŁADNIEJSI: WŁADZA

Gra została poprowadzona nie fair. Mimo dojścia do konkluzji nie jestem usatysfakcjonowana ani przebiegiem spotkania, ani zachowaniem biorących w nim udział. Przede wszystkim jeszcze następnego dnia odczuwam skutki tego, jak pozwoliłam się wyprowadzić z równowagi. Tytułowa flądra to zdecydowanie człowiek taboret – łamię własne zasady i postanawiam ją ocenić przez pryzmat jej zachowania. Wykazała się brakiem poszanowania dla współpracowników. Uważam, że mimo iż należymy do innych działów, jesteśmy w tej samej firmie i kopiemy do jednej bramki. Chciała innym udowodnić swoją ważność nieformalną w tej firmie. Może w ten sposób podnosi poczucie własnej wartości. Potrzebuje czuć się personą poważaną i znaczącą i kiedy przez jakiś czas jej się to udawało, rzuciła się dalej żądna wrażeń. Jednak trafiła cziłała na rotwailera. Samo życie.

ZAWSZE WYCIĄGAJ JAKIEŚ LEKCJE

I ja tak postanowiłam zrobić. Wczoraj nauczyłam się jednej rzeczy. Że o siebie trzeba walczyć. Choćbyś był prawym człowiekiem z życiową ideą egzystencji ponad niskimi pobudkami powstałymi z ludzkich emocji i nastrojów, czasem delikatnie ale trzeba nagiąć zasady grania fair, szczególnie jeśli ktoś tak właśnie postępuje, czyli NIEfair. Przysłowie „jeśli wejdziesz między wrony, musisz krakać tak jak one” nabrało dla mnie nagle odmiennego wydźwięku.

Kiedy chodzi o Ciebie, o Twoje poczucie godności i fakt, że jesteś człowiekiem, samo to stawia Cię na równi z innymi. I jeśli ktoś usilnie próbuje sprowadzić Cię do parteru, boksując Twoją samoocenę i poczucie własnej wartości ,musisz pamiętać, że:

Masz prawo wymagać szacunku, czy to w formie werbalnej czy też niewerbalnej.

Masz prawo do własnego zdania i bronienia się, kiedy czujesz się niesłusznie o coś oskarżany.

Masz prawo nie zgadzać się z drugą osobą i komunikować ten fakt. Dopóki nie działasz pod wpływem czystej chęci wyrządzenia drugiej osobie przykrości i krzywdy.

Masz prawo odmówić, jeśli na coś się nie godzisz.

Masz prawo prosić o wyjaśnienie, jeśli czegoś nie rozumiesz albo wydaje Ci się coś niejasne.

Masz prawo zadawać pytania, bo kto pyta ten nie błądzi.

I masz też jeden bardzo ważny obowiązek. Cokolwiek byś nie mówił, jakiego byś nie podjął działania – musi to być zgodne z Tobą , Twoim sumieniem i umysłem.

Miłego piątku Wam życzę. Bez żadnej flądry w porze obiadowej 🙂

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s