Związki-grunt grząski? Alert #1

Zazwyczaj się mówi, miłość przychodzi znienacka. Zaskakuje nas od tyłu i wbija sztylet między żebra. Padasz bezwładny i oto jest. W świecie różnokolorowym, bez jedzenia, picia, wesoła karuzela euforii i wrażenie unoszenia się nad ziemią pięć centymetrów.

Kiedy opada pierwsza zasłona, mimo ,że mgła postrzegania drugiej persony lekko opada, nadal tkwimy po uszy w naszej wizji tej osoby. Jednak coś już nie do końca pasuje w naszej układance. Okazuje się, że On za często sięga po %. Czy to impreza, piknik nad jeziorkiem, wspólne wyjście na pizzę, czy romantyczny wieczór przed telewizorem. Ona z kolei jara jak smok. Nawet trzy minuty w oczekiwaniu na pociąg jest dobrym powodem aby zaciągnąć dymka. Pali na imprezach, znika na balkonach, w czeluściach klubów, robi wycieczki do ogrodu, pauzuje film, bo musi posmakować nikotyny, na wyjeździe jest  pewność, że jednej rzeczy jej nie zabraknie – szlugów.

I przyglądają się sobie nawzajem, robiąc coraz większe oczy. Powoli ale szczelnie obleka ich sieć przerażenia. Pęta nogi i dłonie, naciska na serce. Rozmawiają. Dochodzą do wniosku, że zmienią się dla siebie. Tak. Zależy mi na tobie, jestem w gotowości, by porzucić ten straszny nałóg. Jesteś dla mnie najważniejszą osobą na świecie. Dla ciebie zrobię wszystko. Bo pragnę najmocniej w tym kosmosie twojego szczęścia. Uważaj jakie składasz obietnice… Bo w ten sposób sam siebie skuwasz łańcuchami odpowiedzialności za własne słowa.

Gra się rozpoczęła.

Na imprezach Ona z trzęsącymi rękami łuskała słonecznik albo zażerała głód nikotynowy paluszkami. Do tego nie piła alkoholu, by wesprzeć Jego w swym przedsięwzięciu. W Nim z kolei narastała złość. Z początku dość niepozornie. Po cichu, powoli. W miarę czasu oboje byli mocno sfrustrowani. Zaczęły się kłótnie i spory o błahostki. Ograniczyli wychodzenie poza dom, ponieważ On wszędzie dostrzegał już tylko butelkę z zimnym piwem, a ona wszędzie czuła dym z papierosa. Ale trwali w obietnicy. Jedno dla drugiego. W imię miłości.

Czas mijał. Scenariusz zaczął przybierać jeden kolor buro-szary, nijaki. Ona za często chodziła na zakupy, za rogiem schowana w cieniu cieciowej budki jarała szlugi, którymi częstował ją życzliwy ochroniarz. On zaczął przyjmować zlecenia wyjazdowe, nawet te kilkudniowe, żeby móc w zaciszu hotelowego pokoju napić się w spokoju zimnego browara albo szlachetnej brandy. Przestali ze sobą rozmawiać. Z przyjaciół zmienili się w wrogów.

Jak się kończy ta historia? Niech każdy odpowie sobie sam. Co zadziało się nie tak?

 

ALERT#1

Kiedy podejmujesz się zmiany nie dla siebie ale dla drugiej osoby.

Wyrzekając się czegoś wiążesz się z tym na zawsze. Jeśli uważasz, że druga osoba jest swego rodzaju katalizatorem, który Cię zmieni albo zmotywuje do działania, to musisz wiedzieć, że jeśli nie ma w Tobie ani grama chęci dokonania modyfikacji dla samego siebie, jeśli to nie wypływa nijako wpierw z Twego wnętrza, to nawet jakbyś umawiała się z Bradem Pittem albo umawiał się z Megan Fox, to w pewnym momencie dojdzie do spięć i uników, co tylko zniszczy związek, zasieje wątpliwość i jedyne, co będzie między wami to gorycz, smutek, żal i wzajemne robienie wyrzutów.

Skoro towarzysz życia zaalarmował Cię, że widzi u Ciebie problem, i faktycznie wiesz, że może on istnieć, najpierw zastanów się, jaki wpływ na Ciebie miałaby zmiana postępowania. Co TY będziesz z tego miał? Co będzie z Tobą, jeśli życie postanowi Was jednak rozdzielić? Czy chciałbyś dokonać zmiany sam dla siebie? Jak widzisz Twoje życie po stawieniu czoła dylematom w momencie, kiedy masz wsparcie w partnerze ale także wtedy, gdy zostaniesz sam?

To działa w obie strony. Jeśli Wasz partner obiecuje poprawę tylko przez wzgląd na Was, albo jesteście jego jedynym powodem, dla którego chce coś zdziałać ze sobą, to wiedzcie, że do niczego dobrego to nie doprowadzi. Potrzebna jest szczera rozmowa. Właśnie taka, która uświadomi Waszej połówce, że owa transformacja ma płynąć przede wszystkim z przekonania, że pomaga samemu sobie i robi to dla siebie. Że zyska na tym najbardziej i choć przekształcanie nawyków jest trudne, to będziesz wsparciem i oparciem w chwilach słabości. Że będziecie szli ramię w ramię z towarzyszem. Że żyjecie razem ze sobą a nie dla siebie.

Bo żyć to trochę jak wpaść do bezkresnego oceanu. Jeśli wpadasz do niego, a nie umiesz pływać, to widząc, że ktoś kogo kochasz  rzuca Ci koło ratunkowe, pragniesz z niego skorzystać, by ratować swoje życie dla siebie czy dlatego, żeby sprawić radość tej osobie?

„Prawdziwa miłość powinna godzić się na przypadkowość drugiego człowieka, to jest na jego braki, granice i jego zasadniczą bezużyteczność; prawdziwa miłość nie powinna pretendować do roli zbawienia, lecz do roli relacji między ludźmi.” Simone de Beauvoir

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Związki-grunt grząski? Alert #1

  1. Ktos Cie bierze jakim jestes. I to jest najwazniejsze. A nie chciec zmieniania. Dalas drastyczne przyklady nalogow ale co jesli chodzi o rzucanie skarpetek przy lozku przez niego, albo spedzanie za duzo czasu przy lusterky w jej wypadku? Albo beda sie razem z tego smiac I zaakceptuja to albo malymi kroczkami beda sie zatruwac …
    Chcialabym przeczytam post zaczynajacy sie pozytywnie. … to by bylo cos innego…

    Polubienie

    1. I właśnie o to chodzi, kiedy akceptujesz te porozrzucane skarpetki a on Twoje makijażowe wyczyny pochłaniające czas, kiedy akurat trzeba się spieszyć 🙂

      Podałam te wcale nie tak drastyczne przykłady dlatego, bo o ten rodzaj problemu mi chodziło. Kiedy przyzwyczajenia są szkodliwe i niezdrowe i wiemy o tym, ale brak nam motywacji wewnętrznej więc szukamy jej na zewnątrz. Jest to zazwyczaj nieskuteczne i powoduje frustrację u Ciebie, a także u Twojego TŻ.
      Bo chęć zmiany, jakakolwiek by ona była, powinna wypływać z Ciebie. Mieć bezpośrednie dla Ciebie jakieś zalety i plusy i sam fakt, że zmianą doprowadzisz do polepszenia jakiejś części własnego życia, musi być motywacją.

      Bo widzisz, jeśli jakieś małżeństwo się rozpada i partner/ka idzie do terapeuty, a potem wypomina Ci albo wyrzuca, że to dla Ciebie chodzi do psychoterapeuty to wierz mi, nikt na tym nie skorzysta. Ani ona ani on ani psychoterapeuta.

      Cokolwiek byś chciała zmienić, jakiekolwiek zmiany w życie wprowadzić, to wierz mi na słowo- jeśli nie będziesz do tego sama przekonana i choć trochę nie będzie Cię owa zmiana jarać wewnętrznie przeobrażając się w szczere chęci, to nawet sam Pan Bóg Ci nie pomoże. A co dopiero partner.

      Także głowa do góry. Nie skupiaj się na negatywnym wybrzmieniu początku posta ale na pozytywnym przesłaniu jakie niesie – że bez względu na relacje w związku, osobą najważniejszą dla Ciebie i o którą powinnaś dbać przede wszystkim – jesteś TY sama:)

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s