O najgorszym i najbardziej niebezpiecznym rodzaju egozimu.

W pracy / szkole podkurza się ktoś. Reagujesz emocjonalnie. Czyli jednym słowem obgadujesz tą osobę do kogoś innego. Komentujesz jej zachowanie i mieszasz z błotem, aż uszy Cię pieką ze złości. Nadchodzi moment, kiedy ciśnienie Ci spada. Pokątnie dowiadujesz się, że owa osoba, która Cię zdenerwowała miała naprawdę kiepski dzień i stąd wzięło się jej dziwne zachowanie wobec Ciebie. Pojawiają się wyrzuty sumienia. Niedługo potem owa persona ma do Ciebie prośbę, która nijak Ci jest na rękę, wręcz nie masz na to zupełnie żadnej ochoty, wolałbyś poleżeć w wyrku i pograć w coś ale … godzisz się zachowując pokerfejs. Dlaczego??

Zaraz mi powiesz, że nie lubisz ranić ludzi, że warto się czasem poświęcić dla kogoś w imię większego dobra, zrobić komuś dobrze ( jakkolwiek to brzmi), że nie masz serca odmawiać osobie w potrzebie… Czekaj, czekaj. A nie chodzi przypadkiem o to, że odmawiając komuś, nie działając według czyichś oczekiwań, możesz zwyczajnie podpaść? Mogą przestać Cię lubić? Zaczną obgadywać Cię za plecami, Możesz stać się niewdzięcznym człowiekiem bez uczuć. Albo, co gorsza, nazwą Cię EGOISTĄ!

Ale momencik, hej! Czy moment, kiedy zgadzasz się na spełnienie czyjejś prośby, wbrew własnej woli, czy to nie jest już egoizm? Otóż jest. Jego bardziej brzydka forma, nie rzucająca się w oczy zanadto. Mniej krzykliwa i cichsza wersja, która przemyka tak niepostrzeżenie, że sam sobie z tego sprawy nie zdajesz, prawda?

Godzisz się na propozycje innych, przystajesz na ich pomysły, zmuszasz się do spotkań z ludźmi, których akurat w tym momencie słuchać nie chcesz, akceptujesz wizyty tych, których zwyczajnie nie chcesz widzieć, ciągniesz znajomości, których już nie potrzebujesz. I przede wszystkim ćwiczysz własną mimikę, by nie wyglądać jak srający kot na widok pewnych ludzi ani nie przewracać oczami za każdym razem, kiedy otworzą usta. Jednak najgorsza jest frustracja i złość, która rośnie w Tobie. Nienawiść do samego siebie za to, że zmuszasz się do ulegania ludziom. W imię czego? W imię dobra społecznego. JESTEŚ EGOISTĄ. Unikanie przykrych i niezręcznych sytuacji w relacjach międzyludzkich, tylko po to, by nie mieć wyrzutów sumienia i po to, by nie zrazić do siebie ludzi to najgorsza forma egoizmu ze wszystkich możliwych. Robisz coś, by uniknąć złego samopoczucia.

Także odpuść sobie. I tak nie sprawisz, by lubili Cię wszyscy. Zacznij być sobą – to najlepsze co możesz zrobić dla siebie i otoczenia. Bo może właśnie zdejmując maskę altruistycznej osoby, wyjdziesz z roli konfesjonału do wysłuchiwania ludzkich doli i niedoli. I przyjdzie moment, że pojawią się swojaki, a osoby z którymi nic Cię nie łączy, po prostu odejdą z Twojego życia. Bo jak to mądrze powiedział Pan Fritz Perls –

„Bądź tym kim jesteś i mów to, co czujesz, ponieważ ci, którzy mają z tym problem nie są ważni, a ci, którzy są ważni nie mają z tym problemu”.

 

 

*rys. Pedro Perez.
Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s