Blaski i cienie mieszkania z rodzicami. Wpis bardzo osobisty.

 

Wracasz do domu po ciężkim dniu, lodówka pełna. Zimny dzień, ale w domku cieplutko, w piecu napalone. Koty już nakarmione, więc nie latają rozwrzeszczane między nogami. Dziś dodatkowo speszyl for ju na kuchence stoi garnek, przywołując Cię zapachem świeżo przygotowanej, mamusinej pomidorowej.  Talerz po zupie wkładasz do zmywarki, nie zastanawiasz się, kiedy się ona zapełni… Idziesz do swoich czterech kątów, zamykasz drzwi i już nic Cię nie interesuje poza łóżkiem, które wita Cię radośnie i utula skutecznie do snu. Rano czeka na Ciebie miska ciepłej owsianki, bo mama szykuje tacie śniadanie przed pracą, to zawsze zrobi trochę więcej, co byś głodny do roboty nie wyszedł. Nim jednak opuści dom zajrzy w Twe skromne progi i pocałunkiem w czoło pożegna, życząc miłego dnia, a w przypadku gdybyś tego nie zarejestrował, dojrzysz potem ślad szminki zlokalizowany między brwiami, świadczący o matczynej miłości. Jeśli jesteś odporny na dzwonek budzika albo przez przypadek dezaktywujesz drzemki, mama punktualnie zadzwoni do Ciebie. Przypomni, że pora zwlec dupsko spod ciepłej kołdry i stawić czoło nowemu dniu. „A tak w ogóle to zrobiłam ci dwie kanapki z bułki. Leżą na blacie”. I jak tu człowieku nie radować się i nie doceniać wspólnej egzystencji wraz z rodzicami pod jednym dachem, gdzie pamiętają o Tobie, koła w rowerze sprawdzą, jeść dadzą, pogłaszczą, pocałują, zupę ugotują, a nawet z Twoim psem do weta pojadą.

Tak, to są na pewno mocne plusy mieszkania z rodzicami, kilka z wielu. Pomijając fakt, że nie da się odczuć fizycznej samotności, w razie potrzeby masz się z kim pokłócić, albo jak zbłądzisz w  drodze do domu wiesz, że ktoś Ci kota nakarmi, co by nie padł z głodu.

Jednak w miarę, kiedy proces dojrzewania przechodzi w fazę starzenia się, odkrywasz nieprzemożoną potrzebę bycia głównie z samym sobą, ewentualnie w potrzebie otoczenia się ludźmi, po prostu umawiasz się gdzieś na piwo/kawę/pizzę/etc. A Twój dom/mieszkanie staje się Twoim osobistym azylem, gdzie jedynym SZEFEM jesteś Ty sam. I mimo, że rodziców masz spoko, że się wzajemnie szanujecie, a serce Ci ściska na myśl o syndromie pustego gniazda, które na pewno dopadnie Twoją biedną mamę, wiesz już, że Twoje dni są policzone. W sensie dni bycia półpasożytem na garnuszku rodziców.

Miałam okazję pomieszkiwać u siostry. Widziałam plusy i minusy życia solo. Naczynia zmywasz, kiedy masz na to ochotę albo jak już lawiną wypadają ze zlewu. Kurz na meblach staje się ozdobą, sprzątasz go dopiero jak zaczyna Ci przeszkadzać albo jak się potrzebujesz wyżyć, bo jesteś na ostrym wkurwie. Kiedy czytasz książkę, telewizor nie bębni na całe mieszkanie, jest cisza i spokój. Wino może leżeć otwarte na środku stołu i możesz się go napić leżąc w wannie, na łóżku przy dobrej książce albo celebrując chwile siedząc na sedesie. Ostatecznie może sobie po prostu stać i cieszyć oko. Przyjaciół zapraszasz bez krępacji o to, że tata wyskoczy w slipkach nieświadom tego, że masz gości albo mama weźmie na tajemne spytki Twojego kumpla, by dowiedzieć się czy dobry z niego materiał na męża. Nikt Ci nie wytyka, że rozrzucasz skarpetki po pokoju, a łóżko jest w wiecznym stanie nieładu. Pranie składasz kiedy Ci się podoba, o ile w ogóle bawisz się w takie aktywności. Nie wpadasz w nerwicę, kiedy zniknie Ci z lodówki coś, na co akurat masz ochotę. Nie czaisz się ze szlugiem przy oknie, by dym nie naleciał do domu drażniąc delikatny nos współmieszkańców. W kwestiach newralgicznych nikt nie ucina dyskusji tekstem : dopóki jesteś pod moim dachem nie masz prawa głosu! A wchodząc na paluszkach późną nocą do domu po udanej imprezie, nie zaskoczy Cię baryton wyłaniający się z ciemności, komentujący godzinę wskazywaną przez zegar…

Bo w końcu czujesz, że jesteś za stary na takie akcje. Że ludzie w Twoim wieku to już mają pocieszne stadka dzieci i bawią się w dom. Rozumiesz oczywiście, że dla rodziców ZAWSZE będziesz dzieckiem, które wie za mało o życiu, czuje za dużo, za dużo marzy i za mało jeszcze doświadczyło. Jasnym jest fakt, że chcą i zawsze będą chcieli Cię ochronić przed przykrościami tego świata.

Więc na dzień dzisiejszy samotne mieszkanie kojarzy mi się z wolnością, obowiązkiem wykształcenia w sobie większego zapasu samowystarczalności i zaradności. I choć świadoma jestem, że za pewnymi rzeczami będę tęsknić, a leń we mnie doznaje właśnie przed-depresyjnych agonii, to jestem zdecydowana i koniec kropka. Zdecydowana na ruszenie do przodu. Move on!

Bo jak mam odkrywać siebie oraz to co mnie uszczęśliwia, smuci bądź wzbogaca, skoro nie dokonuję zmian?

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s